Niemiec uczy Litwinów „ordnungu”

Lubię sieć sklepów niemieckiego giganta Lidl, który przed kilkoma laty z rozpędem wszedł na rynek litewski. Nie tylko wystraszył cenowo miejscowych monopolistów, przyśpieszył proces zakupów i usunął ból głowy klientów, oferując wystarczającą ofertę produktów.

Ludzie, jakiż to luksus, kiedy do wyboru np. pasty do zębów, mam kilka ofert, a nie całą galerię bajecznie kolorowych opakowań o różnych cenach z „cudotwórczymi” opisami reklamowymi ich właściwości. Szybki serwis – to jest to, co tak jest nam potrzebne w naszych zabieganych czasach.

Girl in a jacket

A teraz Lidl w trymiga rozwiązał problem wałkowany od lat, a wreszcie przez unię słusznie narzucony – pozbywa się plastiku. Nie tylko jednorazowych opakowań do konsumpcji, ale i torebek foliowych do targania zakupów. Niemiec wycofał na razie trzy ich rodzaje (potem mają być kolejne do sypkich produktów), zastępując je papierowymi albo służąc ofertą kupienia wielorazowych toreb. Nasz minister ochrony środowiska aż zapiał z radości, że oto jest „prawdziwie odpowiedzialny krok niemieckiego biznesu” i zachęcił innych graczy rynku do wzięcia tego przykładu.

100 ton plastikowych odpadów rocznie – taki nasz niechlubny „rekord”. A ile dotychczas było zabawy w sejmie i okolicach w dyskusje i propozycje, co robić z tym tałatajstwem, które (po choćby wielokrotnym użyciu), w najlepszym wypadku może posłużyć jako wkład do kosza na śmieci. Ba, była nawet propozycja policji drogowej, żeby wydłużać życie plastikowych torebek poprzez umieszczanie na nich napisów fluorescencyjnych, żeby nocą lepiej widać było potencjalne ofiary drogowe. Nic, tylko boki zrywać z takimi pomysłami…