Pod biało-czerwono-białą flagą

Wydarzenia na Białorusi przykuwają uwagę opinii publicznej w krajach sąsiedzkich, wiele napisano – także na łamach „Kuriera Wileńskiego” – o narodowym i obywatelskim przebudzeniu Białorusinów.

Trudno pominąć fakt, że masowym zgromadzeniom przeciwko prezydenturze Aleksandra Łukaszenki towarzyszy tradycyjna narodowa symbolika, dotychczas zakazywana przez władze. Historyczna flaga Białoruskiej Republiki Ludowej stała się oficjalnym symbolem państwa białoruskiego po odzyskaniu niepodległości w 1991 r. Jednak ćwierć wieku temu, rok po dojściu Łukaszenki do władzy, została zmieniona na obecną – czerwono-zieloną, przypominającą flagę Białorusi z czasów sowieckich. Zmiana odbyła się w drodze referendum, w tym samym, w którym Białorusini zagłosowali również za nadaniem językowi rosyjskiemu statusu oficjalnego równego białoruskiemu. Referendum może sugerować pełną demokratyczność zmiany, nie można jednak zapominać, że odbywało się w momencie, gdy społeczeństwo białoruskie nie okrzepło jeszcze po przemianach ustrojowych związanych z rozpadem ZSRS.

Sentyment za dawnym systemem, potęgowany rozczarowaniem pogarszającą się sytuacją gospodarczą, był wówczas silny. Dziś jednak w trakcie protestów to właśnie tradycyjna symbolika wyraźnie dominuje. Oficjalne czerwono-zielone flagi też są obecne, ale giną w morzu biało-czerwono-białych. Te pierwsze zaczynają się kojarzyć z brutalnym reżimem i milicyjnymi więźniarkami, na dachach których często są przyczepione. Być może, jeśli obywatelski zryw Białorusinów się powiedzie, to historyczna symbolika zostanie przywrócona? Nie powinniśmy w tym miejscu zapominać o postaci, której przypisuje się autorstwo biało-czerwono-białej flagi.

W biografii Klaudiusza Duż-Duszewskiego (1891–1959) splatają się wątki białoruskie, polskie i litewskie. Urodzony w Głębokiem koło Witebska, wychowywał się w kulturze polskiej, ale za młodu związał się z ruchem białoruskim i pozostał mu wierny do końca życia. A jego ideowa formacja dokonała się w Wilnie, gdzie pobierał naukę – mieście równie ważnym dla Litwinów i Polaków, co dla Białorusinów. Po I wojnie światowej, gdy projekt budowy niepodległej Białorusi poniósł fiasko, został obywatelem młodego państwa litewskiego, pracował jako inżynier w Kownie. W czasie okupacji był prześladowany zarówno przez Sowietów, jak i nazistów (za pomoc Żydom). Schorowany po latach więzienia, zmarł w zapomnieniu. Dzisiejsza popularność białoruskiej symboliki daje nadzieję, że i o jego osobie zostanie przywrócona pamięć.


Dominik Wilczewski


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 38(109) 19-25/09/2020