Jestem bogata

Bardzo bogata. Żyję w przepychu, codziennie rozkoszuję się luksusem. Myślę sobie: „Ależ mam szczęście w życiu, ależ mam farta”. No bo oczywiście zdaję sobie sprawę, że to bogactwo nie jest moją zasługą.

Urodziłam się w bogatym kraju, w bogatej rodzinie. Pozwolą Państwo, że się pochwalę swoim dostatkiem: mam w kranie wodę. Serio. Woda zimna jest zdatna do picia, nawet bez przegotowania. Oprócz tej zimnej, mam w kranie – uwaga! – wodę gorącą. Codziennie się myję i nie muszę się zastanawiać: „Hm, czy ten litr wody wykorzystać na umycie włosów, czy na ugotowanie zupy?”. Mam też bielutką toaletę ze spłuczką. W toalecie zaś zapas mięciutkiego papieru w rumianki.

Po domu chodzę w lekkim dresie, bo jest ciepło. Mam lodówkę z zamrażalnikiem, mam kuchenkę z piekarnikiem, mam zapasy jedzenia, a czasem zdarza mi się nawet pójść do restauracji. Mam też telefon komórkowy, więc jak zakaszlę, mogę zadzwonić po karetkę pogotowia. Jak spalę kolejny garnek – na straż pożarną. Jak będę płakać tydzień z rzędu – na telefon wsparcia psychologicznego. Doprawdy wiele posiadam. Wyznam więcej: nie mam kredytu, a to przecież luksus nad luksusy, prawda? Parę dni temu babcia po wysłuchaniu wiadomości w radiu Znad Wilii westchnęła: „Litwa jest chyba najgorszym krajem na świecie”. No i nie wytrzymałam. Babcia, co też babcia mówi? Czy babcia nie pamięta?

Niech babcia popatrzy dookoła (żeby nie było wątpliwości: babcia mieszka w obskurnym bloku w Karolinkach, a nie w nowoczesnej willi na Antokolu). Siedzimy w przytulnej kuchni, pijemy kawusię i wcinamy ciasteczka, których nie musiałyśmy robić samodzielnie. A babcia zamyśliła się i przytaknęła: „Człowiek to takie stworzenie, co cały czas jest niezadowolone.

Chce więcej i więcej. Moja mama mówiła: »Człowiek to bestyja«”. Już po Bożym Narodzeniu i po Trzech Królach, ale ja namiętnie słucham „Kolędy dla tęczowego Boga”, bo pomaga mi nie narzekać (bardziej niż to konieczne). „Ach, jak pięknie się rodzić/Czy w Aleppo, czy w Łodzi/Ach, jak dziwnie się rodzić/W wodzie, chłodzie, o głodzie”. Słowa do tej piosenki napisał Jarosław Mikołajewski, autor książki o uchodźcach, którzy próbują do nas, bogaczy z Litwy, Polski, Europy, dostać się przez Morze Śródziemne. Nie ma tu dla nich miejsca ani w święta, ani po świętach. Nie mogę zrobić wiele, by im pomóc; czasem wpłacam pieniądze na organizacje pozarządowe. Staram się jednak codziennie pamiętać, że jestem bogata.


Ewa Wołkanowska-Kołodziej


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 2(4) 8-15/01/2021