Pean

Wyjechałam do Warszawy na studia, no i spędziłam w tej Warszawie 19 kolejnych lat. Ale od dwóch znowu mieszkam w Wilnie i wszyscy mnie pytają: „Gdzie lepiej?”. A więc mówię: „W Wilnie”. No to się dziwią. Przecież w Polsce drogi lepsze, góry wyższe, ceny niższe, ludzie bardziej otwarci.

To prawda. Ale ja po dwóch ostatnich latach w Wilnie nawet w środku nocy mogę wyrecytować plusy mieszkania w tym mieście. Zaczynam od tego, że wszędzie jest blisko. Rzadko się zdarza, że po wpisaniu adresu do GPS zobaczyłabym, iż dojazd zajmie więcej niż 20 minut. Wynajmuję małe mieszkanie, z którego do lasu mam osiem minut, do przedszkola córki – 15, tyle samo nad Wilię, oczywiście piechotą. A samochodem do centrum jadę minut dziesięć. Dawno temu kolega opowiadał mi o badaniach, z których wynikało, że nic tak nie wpływa na jakość życia i poczucie szczęścia jak zamieszkanie blisko lasu, i myślę sobie, że to niesamowite móc mieszkać w stolicy, ale jednocześnie pod lasem.

W mojej wileńskiej dzielnicy jest ciszej niż na wsi u mojego taty. Podobne miejsce pod Warszawą byłoby oddalone od centrum nawet o godzinę jazdy samochodem (i to oczywiście nie w godzinach szczytu). Jasne, czasami i w Wilnie stoję w korku, ale wtedy włączam swoje ulubione litewskie radio (bo w tym polskim leci w zasadzie tylko muzyka) i słucham reportaży radiowych, rozmów i dyskusji, od których staję się mądrzejsza i wrażliwsza (chyba że akurat trafię na dłuższe pasmo polityczne). I ja to wszystko, proszę Państwa, opowiadam każdemu, kto mnie pyta o życie w Wilnie. A potem ciągnę ten pean: powietrze jest czyste, teatr wybitny, na wizytę u specjalisty czeka się dwa miesiące, a nie dwa lata, do urzędów da się dodzwonić. À propos urzędów, wiedzą Państwo, jaka jest pierwsza myśl kogoś, kto w Polsce odbiera telefon, a okazuje się, że to dzwoni pracownik urzędu skarbowego? Moja w każdym razie jest taka: „Jestem za młoda na więzienie!”. Niedawno założyłam działalność gospodarczą na Litwie i co? Po dwóch dniach doczekałam się telefonu ze skarbówki. Zanim pozwoliłam pani powiedzieć, w jakiej sprawie dzwoni, jak z automatu wyrecytowałam: „Ojej, pewnie źle złożyłam podanie. Proszę zrozumieć, ja 20 lat spędziłam za granicą…”. A pani, śmiejąc się, powiedziała: „Wszystko dobrze pani zrobiła. Dzwonię zapytać, czy potrzebuje pani pomocy”. Och, miałam napisać też o minusach mieszkania w Wilnie, ale się nie zmieściło…


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 16(45) 17-23/04/2021