Paszport niemożliwości

Wyobraźnię mieszkańców Litwy rozpala temat „paszportu możliwości”, który ma przed zaszczepionymi, przetestowanymi czy ozdrowieńcami otworzyć drzwi do restauracji, barów, na imprezy masowe, a nawet na statki wycieczkowe. Ale jak twierdzi minister gospodarki i innowacji Aušrinė Armonaitė, ma to być rozwiązanie tymczasowe. Krótko- czy długotrwałe – w każdym razie ma nas przybliżać do „nowej normalności”, w której będzie tak samo, jak było, tylko inaczej.

„Nowa normalność” ma oznaczać także powrót do w miarę swobodnego podróżowania. Z Polski na Litwę już teraz można dotrzeć, ale trzeba się liczyć z obowiązkiem poddania się izolacji (z pewnymi wyjątkami), co utrudnia korzystanie z dobrodziejstw podróży. Jedno wszak pozostaje niezmienne i – wszystko na to wskazuje – pozostanie, nawet po zniesieniu restrykcji. Z Warszawy do Wilna (i odwrotnie) nie można, wygodnie i bez przesiadek, dojechać pociągiem. Zarówno chcący poznać stolicę sąsiada, jak i wybierający się doń z powodów prywatnych czy służbowych, skazani są na samolot (szybko i wygodnie, ale jednak kosztownie), autobus (osiem godzin spędzonych na twardym fotelu, choćby i z opuszczanym oparciem, może mieć swoje uroki, ale bez przesady) lub w ostateczności samochód (nie ma ograniczenia w bagażu, ale benzyna też nie jest za darmo). Przejazd pociągiem też ma swoje wady, ale z drugiej strony daje możliwość rozprostowania nóg czy skorzystania z wagonu restauracyjnego.

Cóż, połączenie kolejowe między Warszawą a Wilnem zostało skasowane już dobrych kilkanaście lat temu. Widoki na jego przywrócenie są marne. Nadzieje budzi realizowany – nie bez problemów – projekt Rail Baltica, po którego ukończeniu pasażerowie nawet w ciągu trzech lub czterech godzin mieliby postawić nogę na peronie dworca w sąsiedniej stolicy. Perspektywa realizacji się jednak odsuwa. W międzyczasie z ust przedstawicieli kolei państwowych obu krajów płyną zapewnienia, że już, już, a uruchomiony zostanie bezpośredni pociąg jadący po starym torze. A w sprawie uruchomienia toczą się, owiane mgłą tajemnicy, negocjacje. Z tych obietnic niewiele wynika. Erzacem jest (na razie zawieszony z powodu pandemii) regionalny pociąg Białystok–Kowno, skierowany raczej dla miłośników podróży krajoznawczych, a nie dla tych, którzy chcieliby szybko i bez opóźnień dostać się do miejsca docelowego. Pasażerom pozostaje czekać, zaciskając zęby. Przewoźnikom toczącym negocjacje trzeba zaś będzie przyznać honorowe paszporty. Paszporty niemożliwości.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 20(57) 15-21/05/2021