Po co ustawa o partnerstwie?

Tytułowe pytanie zadaję nieretorycznie – naprawdę nie rozumiem. Jej autorzy i proponenci nie udzielają jednoznacznej odpowiedzi. Ba – w ogóle nie odbywa się u nas żadna publiczna dyskusja na ten temat. Jeden obóz krzyczy, że trzeba, bo to przecież oczywiste, że trzeba, bo „Zachód”, bo Putin. Drugi obóz krzyczy, że nie trzeba i nie wolno, bo geje, bo dzieci, bo „Zachód”. I bądź tu mądry. Niechby ktoś infografikę zrobił, jakie problemy ta ustawa rozwiązuje i dlaczego.

Obowiązujący Kodeks Cywilny Republiki Litwy pozwala dwóm (lub więcej) dorosłym i zdolnym do czynności prawnych osobom (dowolnej płci) na zawarcie umowy i jej zatwierdzenie (chociaż to w sumie nie jest konieczne, by obowiązywała) u notariusza, zgodnie z którą mogą się dzielić majątkiem, wydatkami, odwiedzać w szpitalach, udostępniać sobie konta bankowe i informacje o stanie zdrowia.
Czyli w sumie te wszystkie rzeczy, o których mówią zwolennicy ustawy o partnerstwie, że niby ich teraz nie można. Oczywiście, trzeba taką umowę sporządzić, podpisać, to niby kłopot – ale i tak dzieje się to o wiele szybciej niż przygotowania do małżeństwa, nie narzekajcie.

Dobrze by zatem było, gdyby, zamiast wyzwisk i banałów, odbyła się realna dyskusja w społeczeństwie. Żeby jedni powiedzieli, o co im chodzi, a inni podali swoje argumenty. Żebyśmy byli społeczeństwem, które rozmawia, a nie toczy wojnę domową o „pojęcia”.