Głos Kościoła w czasach wojny

W takich chwilach jak wojna Kościół nie może milczeć. Przyjrzyjmy się więc reakcji zwierzchników poszczególnych wyznań wobec konfliktu w Ukrainie. Wszyscy czekali zwłaszcza na głos patriarchy Moskwy Cyryla, który – ku zaskoczeniu licznych komentatorów – nie tylko poparł rosyjską agresję, lecz także nadał jej religijne znaczenie. Według niego wojna ma wymiar metafizyczny, a ścierają się w niej siły dobra i zła.

Oczywiście, nie trzeba dodawać, że według patriarchy dobro reprezentuje armia rosyjska dokonująca ludobójstwa na dzieciach, kobietach i starcach. Z tym głosem znakomicie koresponduje apel muftiego Czeczenii Salaha Meżijewa, który nazwał napad na Ukrainę świętą wojną, wezwał do dżihadu i obiecał każdemu muzułmaninowi poległemu z ukraińskich rąk miejsce w raju. Stanowisko Cyryla wzburzyło jednak duchownych, w tym także biskupów podległej mu Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej Patriarchatu Moskiewskiego. Do tej pory byli mu wierni, jednak po takich wypowiedziach zaczęli masowo wypowiadać mu posłuszeństwo i przestali wymawiać jego imię podczas liturgii, zrywając z nim kościelną jedność. Na szczególną uwagę zasługuje w tym kontekście oświadczenie metropolity kijowskiego Onufrego, który – inaczej niż jego zwierzchnik – potępił agresję na Ukrainę, nazywając ją „kainowym grzechem”.

Stanowisko władz Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej już teraz sprawia, że od Patriarchatu Moskiewskiego masowo odchodzą wierni, a on sam traci swoje wpływy nad Dnieprem. Najprawdopodobniej skorzysta na tym patriarcha Konstantynopola Bartłomiej, który surowo napiętnował rosyjską napaść na sąsiednie państwo. Tak samo bezkompromisowo wypowiada się uznający zwierzchnictwo Konstantynopola metropolita kijowski Epifaniusz, stojący na czele Prawosławnej Cerkwi Ukrainy. Ujawnił on także, że znajduje się na piątym miejscu osób przeznaczonych do likwidacji przez Rosjan i były na niego już trzy próby zamachów. W tym kontekście wielu Ukraińców czuje rozczarowanie postawą Watykanu. Franciszek co prawda wielokrotnie potępiał wojnę i wzywał do pokoju, ale ani razu nie wymienił nazwy Rosji, nie mówiąc już o nazwaniu jej agresorem. Nic więc dziwnego, że jego wypowiedzi chętnie wykorzystuje moskiewska propaganda. Z tą postawą mocno kontrastuje list otwarty przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski abp. Stanisława Gądeckiego do Cyryla, w którym pisze on wprost o rosyjskich zbrodniach, nazywając rzeczy po imieniu.  


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 11(33) 19-25/03/2022