W latach 1976–1983 rządząca w tym kraju wojskowa junta zamordowała ok. 30 tys. osób. Ludzie, często bardzo młodzi, zaangażowani w opór wobec dyktatury, czy też tylko dla niej niewygodni, ginęli bez śladu. Porywano ich z ulicy i wywożono samochodami bez numerów rejestracyjnych w nieznane miejsca kaźni. Zrzucano z samolotów do oceanu. Narodzone w więzieniach dzieci zabierano matkom i oddawano do adopcji ich oprawcom. W czerwcu 1978 r. tłumy fascynowały się toczącym się na argentyńskich stadionach mundialem. Równolegle, w więzieniu położonym rzut beretem od głównej areny tamtych mistrzostw – Estadio Monumental – do uszu torturowanych docierały jedynie odgłosy stadionowej wrzawy.
W ubiegłym roku byłem w obydwu tych miejscach. Na stadionie i w celach więzienia, zamienionego obecnie w muzeum. Czytałem w jego murach rozrywające serce wspomnienia matek poszukujących swoich synów. Czekały na nich całymi latami. W większości nigdy się nie doczekały…
Dwa lata wcześniej w Polsce też mieliśmy czerwiec. Z tamtej, argentyńskiej perspektywy, bez wątpienia nie aż tak tragiczny, co nie jest żadnym usprawiedliwieniem działań komunistycznych władz w Płocku, Ursusie czy Radomiu. Próbując ratować niewydolny, upaństwowiony system gospodarki, w brutalny sposób rozprawiła się z ludźmi protestującymi w tych i innych miastach przeciwko drastycznym podwyżkom urzędowych cen żywności. Co bardziej krewkich protestujących zapraszano na tzw. ścieżkę zdrowia, czyli przepuszczano przez szpaler pałujących ich funkcjonariuszy milicji.
Dla młodszego pokolenia Czytelników, niepamiętających tamtych czasów, użyję gorzkiego, sarkastycznego porównania, że tak w komunizmie wyglądały konsultacje społeczne. Wydarzenia te były dopiero przymiarką do działań polskiej junty, która pod dowództwem gen. Jaruzelskiego doszła do władzy na początku kolejnej dekady, gdy niewydolny system gospodarczy PRL definitywnie się załamał.
Teraz znowu mamy czerwiec i na razie spokojnie fascynujemy się kolejnym mundialem. Czarne chmury gromadzą się jednak na horyzontach, w którą stronę spojrzeć. Chętnych do tego, by demokrację „naprawić” rządami silnej ręki, nie brakuje. Jeśli nie chcemy jakiegoś kolejnego czarnego czerwca, nie bądźmy wobec nich obojętni jak ci, którzy na argentyńskich stadionach w 1978 r. udawali, że nic się nie dzieje. Oni tylko tego potrzebują…
Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 24 (68) 20-26/06/2026

