Joseph Conrad. Polak z morza i literatury

Miał 17 lat, kiedy postanowił zostać marynarzem. Nie wiedział jeszcze, że kiedyś będzie jednym z najbardziej znanych pisarzy świata. Choć zdobył światową sławę jako jeden z najważniejszych pisarzy literatury anglojęzycznej, jego twórczość pozostaje silnie związana z polskim doświadczeniem historycznym i kulturowym, co podkreślał prezydent RP Karol Nawrocki, ogłaszając, że lekturą Narodowego Czytania 2027 będzie powieść „Lord Jim”, której autorem był Józef Teodor Konrad Korzeniowski.

Czytaj również...

Joseph Conrad, a właściwie Józef Konrad Korzeniowski. Gdyby żył dzisiaj, jego biografia mogłaby posłużyć za scenariusz serialu przygodowego. Dzieciństwo na zesłaniu, ucieczka w świat, kilkanaście lat spędzonych na morzu, egzotyczne porty, statki, sztormy, a w końcu – literatura, i to literatura pisana w języku, który nie był jego językiem ojczystym.

Świat zna go jako Josepha Conrada, autora „Lorda Jima”, „Jądra ciemności” czy „Tajfunu” – my możemy powiedzieć o nim po prostu: Józef Korzeniowski.

Urodził się 3 grudnia 1857 r. w Berdyczowie, w rodzinie silnie związanej z polską tradycją niepodległościową. Na chrzcie nadano mu imiona Józef Teodor (po obu dziadkach) Konrad (po bohaterze mickiewiczowskich „Dziadów”). On używał potem tylko ostatniego imienia.

Rodzina miała trzypokoleniową tradycję walk o wolność Polski. Dziadek Teodor Korzeniowski, kapitan wojsk polskich w powstaniu listopadowym, utracił resztę odziedziczonego majątku w historycznych zawieruchach. Miał trzech jego synów: Robert zginął w powstaniu styczniowym, Hilary zmarł na zesłaniu na Syberię, trzeci, najmłodszy Apollo, pracował jako administrator majątków, a także pisał zakazane patriotyczne dramaty i komedie krążące w rękopisach po okolicznych dworach. I to on był ojcem naszego bohatera, a matką – Ewelina (Ewa) Korzeniowska z domu Bobrowska, pochodząca z równie patriotycznej rodziny.

Jej brat Stefan Bobrowski był jednym z przywódców i członków Rządu Narodowego w czasie powstania styczniowego.

Ojciec pisarza, Apollo Korzeniowski, był nie tylko poetą, ale przede wszystkim radykalnym działaczem niepodległościowym powiązanym z tzw. stronnictwem Czerwonych. W 1861 r., na kilkanaście miesięcy przed wybuchem powstania styczniowego Apollo przeniósł się z rodziną do Warszawy i stał się głównym organizatorem masowych manifestacji patriotycznych w stolicy. Bojkotował rosyjskie wybory samorządowe i założył konspiracyjny Komitet Miejski.

Przyczyna aresztowania ojca

Władze carskie szybko wpadły na trop Apollona Korzeniowskiego. W nocy z 20 na 21 października 1861 r. został aresztowany przez Rosjan i osadzony w niesławnym X Pawilonie Cytadeli Warszawskiej. Mały Konrad wraz z babcią nosili żywność dla uwięzionego i chorującego ojca. Już jako Joseph Conrad pisał później: „W dziedzińcu tejże Cytadeli – charakterystycznie (dla) narodu naszego – zaczynają się moje dziecięce wspomnienia”.

W maju 1862 r. zapadł wyrok: karą dla ojca było zesłanie w głąb Rosji. Jego żona Ewelina, choć nie została skazana w takim samym wymiarze jak mąż, podjęła świadomą, heroiczną decyzję o dobrowolnym towarzyszeniu mężowi na wygnaniu. Nie wyobrażała sobie rozłąki, mimo że ich syn, Józef Konrad, miał wtedy zaledwie cztery latka. Cała więc rodzina trafiła na Syberię.

Początkowo miejscem zesłania miał być Perm na Uralu. Ostatecznie karę zamieniono na Wołogdę. Miejsce to miało fatalny, zabójczy klimat dla osób o słabym zdrowiu. Niezwykle surowy, zimny i wilgotny.

Conrad-2026-09-26-2-PORTAL
Pomnik Josepha Conrada w Gdyni, w Al. Jana Pawła II. 50 lat temu zapoczątkował powstawanie panteonu ludzi morza | Fot. Adobe Stock

Zesłanie – trudne doświadczenie życiowe

Warunki w Wołogdzie okazały się dla rodziny katastrofalne. Żyli pod stałym nadzorem policji, w biedzie i izolacji. Zarówno matka, jak i mały Konrad ciężko chorowali (chłopiec cierpiał na silne ataki nerwowe i kłopoty z żołądkiem). Matka zapadła na zaawansowaną gruźlicę.

Widząc krytyczny stan zdrowia rodziny, latem 1863 r. władze carskie zgodziły się na przeniesienie Korzeniowskich w nieco łagodniejsze rejony – do Czernihowa (na dzisiejszej Ukrainie). Jednak wycieńczona chorobą i trudami zsyłki matka umiera. Konrad ma wtedy siedem lat.

Po śmierci żony Apollo Korzeniowski, sam również chorujący na gruźlicę, popadł w głęboką depresję i mistycyzm religijno-patriotyczny. Dom wypełniła atmosfera żałoby i cierpienia. Ciężko chory Apollo został w końcu zwolniony z zesłania i otrzymał paszport. Wraz z synem wyjeżdżają do austriackiego zaboru – najpierw do Lwowa, potem do Krakowa.

W 1869 r. ojciec Konrada umiera – jego pogrzeb stał się wielką manifestacją narodową. 11-letni syn został całkowitym sierotą.

Konrad bardzo wcześnie zetknął się z doświadczeniem utraty, wygnania i życia w świecie, w którym wolność nie była czymś oczywistym. Po śmierci rodziców prawnym opiekunem chłopca został jego wuj (brat matki), Tadeusz Bobrowski, który starał się dać chłopcu możliwą stabilizację finansową i życiową. Jednak przeżycia z dzieciństwa, chorowitość i niechęć do szkoły, która rządziła się swoimi ścisłymi zasadami i normami, sprawiły, że młody Konrad marzył o wielkim świecie, o prawdziwej przygodzie, o której rozczytywał się w książkach. Ponadto obawiał się poboru do armii carskiej.

W 1874 r., ledwie co przekroczywszy 17. rok życia, Konrad za zgodą wuja wyjechał do Marsylii we Francji, by zostać marynarzem!

Wieloletnie życie na oceanach

Gdy nastoletni Konrad przybył do Marsylii, nie znał ani słowa po angielsku, ale świetnie mówił po francusku. Zaczął więc pływać na francuskich statkach handlowych na Karaiby i do Ameryki Południowej.

Życie w Marsylii szybko jednak wymknęło się spod kontroli: młody Korzeniowski zaangażował się w nielegalny przemyt broni dla karlistów (zwolenników pretendenta do tronu w Hiszpanii, Karola Burbona). Epizod ten opisał później w powieści „Złota strzała”.

Morze i portowe towarzystwo go zmieniło. Zaczął prowadzić wystawne życie, namiętnie grać w kasynach, otaczać się pięknymi kobietami i… tracić pieniądze, nie tylko te swoje, ale i te przesyłane przez dobrotliwego wuja Tadeusza. Stracił wszystko. Zrozpaczony długami i nieszczęśliwą miłością, w marcu 1878 r. próbował popełnić samobójstwo, strzelając z rewolweru – kula, na szczęście, ominęła serce.

I znów mógł liczyć na wuja, który przyjechał z Wołynia, aby spłacić długi siostrzeńca, zatuszować jego wybryki. A Konrad natychmiast opuścił to kompromitujące go miejsce. Szczęśliwie dla niego Francja w tym czasie zaostrzyła przepisy dotyczące zatrudniania obcokrajowców. Konrad był zmuszony zmienić banderę.

Wybór padł na Wielką Brytanię.

Conrad-2026-09-26-3-PORTAL
Gwiazda w formie róży wiatrów Josepha Conrada w Ogólnopolskiej Alei Zasłużonych Ludzi Morza im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Rewie na Pomorzu | Fot. Adobe Stock

Brytyjska marynarka: droga na sam szczyt

W czerwcu 1878 r. Korzeniowski po raz pierwszy stanął na angielskiej ziemi w miasteczku Lowestoft. Zaczął jako prosty marynarz na przybrzeżnych węglowcach. Pracował ciężko, jakby chciał odpokutować niechlubne marsylskie lata. I jednocześnie obsesyjnie uczył się języka angielskiego, uczył się z gazet i od współtowarzyszy z pokładu. Był zdeterminowany. Przechodził kolejne brytyjskie egzaminy państwowe, awansując na drugiego, a potem pierwszego oficera.

Jako kapitan dowodził tylko jednym statkiem – barkiem „Otago”. Jeden z jego rejsów, z Bangkoku do Australii, okazał się koszmarem: cała załoga zachorowała na febrę, a Conrad musiał sam niemal bez przerwy stać za sterem. Te dramatyczne wydarzenia opisał później w genialnej „Smudze cienia”.

Pływał głównie na Daleki Wschód – do Indii, Singapuru, na Sumatrę i Borneo. To tam poznał pierwowzory swoich postaci (m.in. prawdziwego marynarza, który stał się inspiracją dla „Lorda Jima”).

W 1886 r. osiągnął dwa życiowe sukcesy: zdał egzamin na kapitana żeglugi wielkiej (najwyższy możliwy stopień) oraz otrzymał brytyjskie obywatelstwo, oficjalnie anglicyzując nazwisko na Joseph Conrad.

Piekło w Kongu i narodziny pisarza

Przełomowym momentem, który uczynił z niego artystę, ale zniszczył jego zdrowie, była wyprawa do Afryki. W 1890 r. Conrad podjął pracę dla belgijskiej spółki i objął dowództwo nad małym parowcem rzecznym na rzece Kongo.

Na miejscu zobaczył potworne okrucieństwo kolonizatorów i niewolniczą eksploatację rdzennej ludności przez administrację króla Leopolda II. Conrad przeszedł tam ciężką malarię i czerwonkę, a psychicznie był wstrząśnięty ogromem ludzkiego zła. Z Konga wrócił jako wrak człowieka, z głęboką depresją i nadszarpniętym zdrowiem, które dokuczało mu do końca życia. Te przeżycia dały początek jego najsłynniejszemu opowiadaniu – „Jądro ciemności”.

Conrad nie zaczął pisać z dnia na dzień. Pierwszą powieść, „Szaleństwo Almayera”, pisał z przerwami przez pięć lat w kabinach statków, pływając po oceanach czy przebijając się przez afrykańską dżunglę. Jego zapiski cudem przetrwały zatonięcie jego kanoe na rzece Kongo…

W 1894 r., z powodu fatalnego stanu zdrowia i trudności ze znalezieniem nowego kontraktu kapitańskiego, Conrad definitywnie zszedł na ląd. Miał 36 lat i ogrom przeżyć za sobą.

Conrad-2026-09-26-4-PORTAL
Lekturą Narodowego Czytania 2027 będzie powieść „Lord Jim”, której autorem był Józef Teodor Konrad Korzeniowski, czyli Joseph Conrad | Fot. Adobe Stock

Debiut literacki

Niespodziewanie dla niego „Szaleństwo Almayera” zyskało uznanie krytyków, którzy byli zafascynowani faktem, że Polak pisze w tak bogaty, wręcz poetycki sposób w ich rodzimym języku. W 1895 r. odbył się spektakularny debiut pisarza. Wydano jego pierwszą książkę!

Dlaczego angielski? Często pytano go, dlaczego nie pisał po polsku czy po francusku. Odpowiadał, że angielski nie był dla niego kwestią wyboru, ale „adopcji”. Twierdził, że ten język idealnie pasował do opisywania potęgi morza i ludzkich dramatów. Co ciekawe, Conrad do końca życia mówił po angielsku z bardzo silnym obcym (czyli polskim) akcentem, choć pisał w angielskim jak geniusz. Wybrał język angielski, nie polski, choć polskość – z jej pamięcią, historią, honorem, obowiązkiem i pytaniami o wierność – pozostawała w jego twórczości bardzo wyraźnie obecna.

Do końca życia nosił w sobie melancholię i wspomnienie tragicznego losu swoich rodziców.

Początki pisarskie były też niezwykle trudne finansowo. Conrad pisał powoli, zmagał się z depresją, reumatyzmem i wiecznym brakiem pieniędzy. Dopiero po latach zyskał status literackiej legendy, wprowadzając do literatury nowoczesne, psychologiczne spojrzenie na człowieka postawionego w sytuacjach ekstremalnych.

Wieloletnie podróże morskie dostarczyły materiałów, które później posłużyły mu do napisania genialnych powieści. Ostatecznie osiadł w Anglii i jako Joseph Conrad stał się jednym z najważniejszych pisarzy w historii literatury światowej, autorem takich dzieł, jak „Jądro ciemności”, „Lord Jim” czy „Smuga cienia”.

Choć większość swojego dorosłego życia spędził na emigracji, był silnie związany emocjonalnie i kulturowo z Polską. Sam mówił o sobie: „Polak, katolik, gentleman”. Chciał utrzymywać kontakt z ziemią swego pochodzenia. Przez wiele lat Korzeniowski nie mógł jednak swobodnie przyjeżdżać do Polski, ponieważ formalnie był poddanym cara Rosji. Dopiero w 1889 r. uzyskał oficjalne zwolnienie z poddaństwa rosyjskiego.

Tęsknota za Polską

Polskę pod zaborami odwiedził jako dorosły człowiek zaledwie dwa razy. Jeździł wtedy głównie na Kresy (dzisiejsza Ukraina), aby odwiedzić swojego ukochanego wuja i opiekuna, Tadeusza Bobrowskiego.

Najważniejsza, sentymentalna podróż Conrada z żoną i synami miała miejsce latem 1914 r. (w 1896 r. Conrad ożenił się z Angielką Jessie George). Pisarz bardzo chciał pokazać rodzinie kraj swojego dzieciństwa, w tym Kraków. Plany pokrzyżował jednak wybuch I wojny światowej. Rodzina Korzeniowskich została „uwięziona” przez działania wojenne w Zakopanem na kilka miesięcy. Mimo trudnej sytuacji Conrad spędzał tam czas w gronie polskiej elity intelektualnej (poznał m.in. Stefana Żeromskiego). Wyjeżdżał stamtąd z wielkim żalem do Anglii.

Choć Conrad tęsknił za Polską, jego relacje z rodakami bywały bolesne. Nie wszystkim podobało się to, że pisał po angielsku. Jeszcze za życia naraził się z tego powodu na zarzuty ze strony m.in. Elizy Orzeszkowej – że zdradził kulturę swoich korzeni, że wyrzekł się polskości w najciemniejszym momencie rozbiorów.

Conrad bardzo się tym osądem przejął i dwa lata później, pisząc do krakowskiego bibliotekarza Józefa Korzeniowskiego, oświadczył: „ani narodowości, ani nazwiska naszego wspólnego nie zaparłem się (…). Jest jasno wiadomym, że Polakiem jestem i że Józef Konrad są dwa chrzestne imiona, z których drugie używam jako nazwisko, by mi mojego cudzoziemskie usta nie wykrzywiały – czego znieść nie mogę. Nie zdaje mi się, bym krajowi był niewierny dlatego, że Anglikom dowiodłem, że szlachcic z Ukrainy może być tak dobrym marynarzem i mieć coś do powiedzenia w ich własnym języku. Uznanie, takie, jakie sobie zdobyłem, właśnie z tego punktu widzenia oceniam i cichym hołdem składam, gdzie należy”.

Conrad stał się więc pisarzem trochę „pomiędzy”: polskim i europejskim, marynarzem i literatem, człowiekiem lądu i morza. Pisarzem, który opisywał dalekie zakątki świata, ale tak naprawdę przez całe życie przyglądał się człowiekowi.

I właśnie dlatego warto dziś spojrzeć na niego nie jak na autora trudnej lektury szkolnej, lecz jak na człowieka z niezwykłą historią. Bo zanim powstało „Jądro ciemności”, były prawdziwe podróże, prawdziwe statki, prawdziwe sztormy i młody Korzeniowski, który pewnego dnia postanowił wypłynąć w świat.

Joseph Conrad zmarł 3 sierpnia 1924 r. w swoim domu Bishopsbourne koło Canterbury w Anglii. Oficjalną przyczyną zgonu był zawał serca. Został pochowany na cmentarzu w Canterbury.

Na jego żądanie na nagrobku wykuto jego prawdziwe polskie nazwisko oraz cytat z poematu Edmunda Spensera, który idealnie podsumowywał jego zmęczone życiem, marynarskie serce: „Sen po trudzie, port po wzburzonych morzach, łatwość po wojnie, śmierć po życiu cieszy ogromnie”.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 38 (110) 26/09-02/10/2026

Afisze

Więcej od autora