Litewski atak na „Orlen Lietuva”

Fot. Marian Paluszkiewicz
Obecnie trwa już drugi przetarg na dostawy mazutu do elektrowni w Elektrėnai Fot. Marian Paluszkiewicz

Na Litwie znowu wielkie poruszenie wokół rafinerii „Orlen Lietuva”. Litewskie media atakują koncern, że ten „szantażuje” litewskie władze oraz że nieumiejętnie prowadzi biznes na Litwie. Wydaje się, że w tym całym zamieszaniu nie wiadomo, o co chodzi. Wiadomo jednak, że w takim przypadku chodzi najczęściej o pieniądze, w tym przypadku o pieniądze raczej duże.

Jak duże — na to pytanie spróbujemy odpowiedzieć, analizując ciąg wydarzeń ostatnich tygodni. Zaczęło się od informacji w polskich mediach na temat, że PKN ORLEN rozważa możliwość sprzedaży litewskiego nabytku. Tę spekulację upublicznia się zresztą niepierwszy raz. Litewskie media tym razem urobiły tę informację do „sensacji” dodając od siebie, że jest to szantaż wobec litewskiego rządu, który uparcie nie chce odsprzedać Polakom udziałów w terminalu naftowym „Klaipėdos nafta”. Przejęcie częściowej przynajmniej kontroli leży głównie w interesach polityki logistycznej rafinerii, o czym niejednokrotnie publicznie wypowiadało się kierownictwo zakładów. Rafineria sprzedaje bowiem ponad 60 proc. swojej produkcji na  eksport właśnie przez Morze Bałtyckie, dlatego też spółka „Orlen Lietuva” od dłuższego czasu zabiegała o przejęcie pakietu akcji „Klaipėdos nafta”. Litewski rząd zaś kategorycznie od dłuższego czasu nie zgadza się na to. Premier Andrius Kubilius oraz minister energetyki Arvydas Sekmokas w tym tygodniu raz jeszcze zgodnie oświadczyli, że „Klaipėdos nafta” nie na sprzedaż. Sekmokas oświadczył też, że jeśli PKN ORLEN zechce pozbyć się litewskiej rafinerii, to rząd nie będzie w tym mu przeszkadzał. Minister przy tym wyraził opinię, że polski koncern nie potrafi utrzymać się na litewskim rynku, skoro rozważa możliwość odsprzedania udziałów w „Orlen Lietuva”.

Girl in a jacket

„Wchodząc na rynek, PKN ORLEN widocznie nie obliczył swoich możliwości finansowych, okazało się bowiem, że jest to spółka, która nie jest w siłach utrzymać się na rynku” — oświadczył minister energetyki Arvydas Sekmokas.
Co najdziwniejsze, że to i inne oświadczenia ministra i premiera padły miesiąc po ich spotkaniu z Krystianem Paterem, nowym dyrektorem generalnym i prezesem Zarządu „Orlen Lietuva”. Podczas tego spotkania, jeszcze 20 sierpnia, obydwie strony, wydaje się, wyjaśniły nawzajem wszystkie te kwestie, które premier oraz szef resortu, dziś, przez przypadek, czy też celowo, znowu poddają do wątpliwości.

Z oświadczeń zarówno premiera Andriusa Kubiliusa, jak i ministra Arvydasa Sekmokasa oraz dyrektora Krystiana Patera wynikało, że litewski rząd stanowczo pozostaje przy zachowaniu dla siebie akcji „Klaipėdos nafta”. „Orlen Lietuva” z kolei zamierza ubiegać się nie o udziały w terminalu, lecz o możliwość udziału w zarządzaniu „Klaipėdos nafta”, co pozwoliłoby rafinerii tymczasowo wpływać na politykę cenową i inwestycyjną spółki, zaś rządowi mieć całkowitą kontrolę nad strategicznym obiektem, za jaki uważa się terminal portowy. Wtedy też strony zapewniły, że będą wspólnie poszukiwały sposobów na rozwiązanie logistycznych problemów rafinerii. Wtedy też, 20 sierpnia, Krystian Pater zapewnił szefa litewskiego rządu oraz ministra, że „Orlen Lietuva” nie zamierza odstępować od swoich planów inwestycyjnych na Litwie w 2010 roku, co jest pewną gwarancją, że PKN ORLEN raczej nie zamierza sprzedawać udziałów w rafinerii. Upewniliśmy się raz jeszcze, czy w ciągu miesiąca nie zaszły w tych sprawach jakieś zmiany.

— Bieżąca modernizacja zakładów będzie kontynuowana zgodnie ze wcześniejszymi planami. Przygotowujemy się również do remontu generalnego rafinerii jesienią 2010 roku — wyjaśnił „Kurierowi” Jan Jacek Komar, rzecznik prasowy „Orlen Lietuva”. Jego też zdaniem, korekta nastąpiła jedynie w planach inwestycyjnych skierowanych na zwiększenie mocy produkcyjnej rafinerii oraz na pogłębienie przeróbki surowca.

— Nie możemy zwiększać produkcji, ponieważ nie będziemy mieli możliwości wywieźć wszystkiego — wyjaśnia rzecznik.

Rafineria zamierza również inwestować 280 mln USD w instalacje oczyszczające swojej elektrociepłowni, a to pozwoli na zwiększenie jej mocy produkcyjnej, która dziś wykorzystuje zaledwie około 50 proc. swojego potencjału. Jest to ważny aspekt w zapewnieniu bezpieczeństwa energetycznego Litwy, która po zamknięciu Elektrowni Atomowej w Ignalinie skazana będzie na import. Rafineria może stać się więc podstawowym dostawcą mazutu do elektrociepłowni w Elektrėnai, która po Ignalinie przejmie na siebie główny ciężar zabezpieczenia kraju w prąd. Toteż wyeliminowanie takiego uczestnika jak rafineria z rynku dla konkurentów może wiązać się nie tylko z przejęciem kontraktów, ale też z przejęciem kontroli nad sektorem energetycznym.

Jak dowiedzieliśmy się, obecnie trwa już drugi przetarg na dostawy mazutu do elektrowni w Elektrėnai. Pierwszy na dostawy 500 tys. ton wygrał właśnie „Orlen Lietuva”. Dziś mija termin ważności oferty handlowej rafinerii, jednak elektrownia do wczoraj nie podjęła żadnych kroków do finalizacji umowy ze zwycięzcą przetargu.

— W piątek zbiera się komisja przetargowa i na jej posiedzeniu zapadną dalsze decyzje, czy zostaną podjęte negocjacje ze zwycięzcą przetargu — poinformowano nas w administracji elektrowni w Elektrėnai.

Z naszych ustaleń wynika jednak, że pomimo finału pierwszego przetargu na 500 tys. ton mazutu, elektrownia rozpisała przetarg „uzupełniający” na kolejne 500 tys. do… 1 000 000 ton mazutu, przy tym, że roczne zapotrzebowanie elektrowni na ten surowiec wynosi około 620 tys. ton.

Przetarg zostanie sfinalizowany na początku października. Bierze w nim udział kilka firm  litewskich i zagranicznych. I chociaż prawo zabrania organizatorom i uczestnikom ogłaszać szczegóły, wiadomo jednak, że w przetargu bierze udział również „Orlen Lietuva”. Poinformował o tym sam minister Arvydas Sekmokas, który ujawnił też, że rafineria zaproponowała najwyższą cenę dostawy mazutu. Główny finansista elektrowni w Elektrėnai Rolandas Jankauskas, zasłaniając się „niejawnością” przetargu nie chciał nam ujawnić, jaką konkretnie cenę zaproponował „Orlen”. Nie mógł też powiedzieć, kto oprócz „Orlenu” uczestniczy w konkursie.

— Niestety, nie możemy tego ujawniać — powiedział nam Jankauskas.

Szczegółów swojej propozycji przetargowej ani też reakcji na oświadczenia ministra nie chcieli nam przedstawić w Możejkach.

— Do zakończenia przetargu powstrzymujemy się od wszelkich komentarzy — powiedział nam rzecznik prasowy „Orlen Lietuva”.

Nietrudno jednak ustalić, że oprócz „Orlen Lietuva” na Litwie nie ma innej spółki, która mogłaby zapewnić dostawy do Elektrėnai całej potrzebnej ilości mazutu. Z kolei najbliższy zagraniczni producenci znajdują się na Białorusi i dalej. Ich cena faktycznie może być niższa niż paliwo wyprodukowane na Litwie. Dlatego pośrednicy, biorący udział w przetargu niewątpliwie mogli zaproponować niższą cenę mazutu zza wschodniej granicy. Po doliczeniu jednak kosztów transportu, ceł oraz innych podatków cena pośredników może jednak okazać się znacznie wyższa niż „najwyższa cena” z „Orlen Lietuva”. Okazać się to może jednak już po ogłoszeniu zwycięzców przetargu, z którymi, jak nam wyjaśnił Rolandas Jankauskas, będą prowadzone negocjacje odnośnie do „końcowej ceny” dostaw.

Jest to pole do manewru dla wybranego dostawcy, który pośrednicząc przy kontrakcie opiewającym na setki milionów litów, zawsze może liczyć na zarobienie tych dużych pieniędzy, o które chodzi, gdy nie wiadomo, o co chodzi…