100 dni „prezydenta nadziei” — jeszcze nie pogrzebanych

Dziś mija 100 dni od zaprzysiężenia Dali Grybauskaitė na prezydenta Litwy. Choć jej notowania w porównaniu z rankingami prezydenckiej kampanii wyborczej nieco spadły w ostatnich miesiącach jednak pozostaje ona nadal osobą, której społeczeństwo najbardziej ufa i wierzy, że najlepiej dba o interesy społeczeństwa. Tymczasem politolodzy i politycy dostrzegają zmianę twardej i bezkompromisowej retoryki i postawy Grybauskaitė sprzed wyborów na łagodniejsze i ugodowe po wyborach. Wszyscy zaś zaczynają niecierpliwić się i wciąż czekają na zmiany zapowiedziane przez Grybauskaitė przed wyborami. Jej poczynania w tym kierunku wykazują brak koncepcji i pomysłu na Litwę za kilka lat, kiedy dobiegnie końca prezydencka kadencja.

W jednym z wywiadów prasowych były doradca prezydenta Valdasa Adamkusa za jego pierwszej kadencji Darius Kuolys mówi, że prezydent Grybauskaitė nie przystąpiła do realizacji swoich przedwyborczych obietnic i zastanawia się, czy zabrakło jej na to czasu, czy już impetu, który straciła po inauguracji prezydenckiej.

Girl in a jacket

„Nie wiemy, jaką Litwę po sobie chce ona pozostawić, z czyją pomocą ją chce tworzyć. Być może po prostu 100 dni jest za mało?” — zastanawia się Darius Kuolys.

Również lider Partii Pracy europoseł Wiktor Uspaskich zauważa różnicę między Grybuaskaitė sprzed wyborów i po zaprzysiężeniu i retorycznie pyta „gdzie się podziała wyborcza stanowczość prezydent?”. We wczorajszym komunikacie Wiktor Uspaskich wytyka Grybauskaitė, że jako prezydent nie zrobiła wiele dla zmian systemowych, co obiecała w kampanii wyborczej.

Lider Partii Pracy zauważa, że Grybauskaitė zapomniała przedwyborcze słowa „będę zmieniała, będę robiła, będę restrukturyzowała” i dziś zachowuje się jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy, który tylko obserwuje i krytykuje, zaś robić, zmieniać i restrukturyzować powinni inni.

„Jestem przekonany, że prezydent Litwy musi wrócić do swojej przedwyborczej retoryki oraz pryncypialnie i autorytarnie zwrócić uwagę rządu, a nie Sejmu na to, w jaki sposób należy formować budżet 2010 roku, który jest naprawdę dziurawy. Będąca specjalistą od finansów prezydent powinna dać konkretne wskazówki i przedstawić wielkości, ponieważ Dalia Grybauskaitė to nie Valdas Adamkus, któremu sprawy finansowe były obce” — napisał w swoim komunikacie europoseł Wiktor Uspaskich.

Uważa on również, że Grybauskaitė powinna zmusić rząd albo sama zainicjować zmiany w sektorze ciepłowniczym, elektrycznym i gazowym, żeby spółki tam działające podlegały ogólnie obowiązującym zasadom.

„Dziś one działają według wymuszonej formuły drogą korupcji przez kastę wybranych, gdy zysk jest obliczany według wartości majątku. Należy też kontrolować strukturę ich wydatków. Takie bowiem powinny być w normalnym państwie zasady kontroli nad monopolistycznymi organizacjami” — zauważa Uspaskich. Zastrzega jednak, że słowa jego nie są krytyką prezydent, lecz chce on w ten sposób zwrócić uwagę na istniejące problemy.

„Krytykować osobę znajdującą się na szczytach rankingów byłoby niemądre i niegrzeczne” — zauważ Uspaskich.

Nie wiadomo jednak, czy to nie brak właśnie krytyki ze strony polityki, czy mediów pozwoliło Dali Grybauskaitė tak szybko spocząć na laurach zwycięstwa w kampanii prezydenckiej.

Już niedługo po inauguracji prezydent Grybauskaitė odeszła od reformy gabinetu ministrów i hurtem zatwierdziła nowy skład rządu w jego starym składzie, zmieniając jedynie posła Rimantasa Dagysa na stanowisku ministra opieki socjalnej i pracy. Nowym ministrem został szef sejmowej Komisji Opieki Socjalnej i Pracy, poseł Donatas Jankauskas, a jego miejsce zajął właśnie Rimantas Dagys. Taka zmiana dla samej zmiany wobec wcześniejszej zapowiedzi wymiany co najmniej kilku ministrów wykazała nie tylko słabość prezydent w relacjach z rządem i Sejmem, ale też pokazała, że prezydent wcale nie koniecznie będzie chciała spełniać obietnice dane społeczeństwu podczas kampanii wyborczej. Dziś prezydent, wydaje się, jest jeszcze bardziej zniechęcona do zmian i na oczekiwaną przez społeczeństwo dymisję zamieszanych w skandal pedofilski prokuratorów odpowiada, że nie sztuka zdymisjonować, bo celem jest zmusić ich do pracy. Innym razem prezydent nawet nie pozwala wykazać się pracą i odwołuje nominację na ambasadora w Hiszpanii doświadczonego w polityce zagranicznej Vidmantasa Baliukonisa, byłego doradcy Valdasa Adamkusa i przewodniczącego Sejmu Arūnasa Valinskasa, gdyż jej zdaniem, człowiek ten „nie potrafi pracować”.

Tymczasem coraz częściej pojawiają się głosy, że to sama prezydent nie potrafi skutecznie pracować.

— W ciągu 100 dni przejawiły się niektóre rysy nowej prezydent. Z nich wynika, że prezydent nie ma programu działań oraz jak rozstrzygać przestarzałe problemy. O czym zresztą niektórzy obserwatorzy mówili jeszcze przed wyborami. Dziś głód idei jest oczywisty. Na tym tle nienaturalnie wygląda stanowcza retoryka prezydent, która nie jest poparta stanowczością w działaniach. Co więcej, ekipa prezydencka jest bardzo słaba, więc nie warto oczekiwać z jej strony, że zaproponuje jakieś idei, czy rozwiązania. Prezydent niemająca wizji rozwoju kraju nie może prowadzić skutecznych działań bądź nadzoru nad pracą instytucji publicznych. Stąd możemy oczekiwać, że albo ten bagaż idei w najbliższym czasie jednak się pojawi, albo niezgodność między stanowczą retoryką a brakiem działań ze strony prezydent będzie tylko się zwiększała. Niebawem przełoży się to na spadek zaufania społecznego, które dziś jest wyłącznie poparte oczekiwaniami, a nie dorobkiem — powiedział „Kurierowi” politolog Vytautas Radžvilas.

Jego zdaniem, również nie lepiej wygląda sytuacja w polityce zagranicznej, gdzie prezydent ma realne uprawnienia i może bardziej wykazać się czynami.

— Zawdzięczając działaniom Grybauskaitė wespół z premierem, został diametralnie zmieniony klarowny i ukierunkowany kurs polityki zagranicznej wypracowany przez Valdasa Adamkusa. Dziś nie wiadomo, jakie są cele tej polityki, a działania w niej wygląda jak zwykłe błąkanie się — zauważa Vytautas Radžvilas.

Przypominamy, że Dalia Grybauskaitė zapowiedziała prowadzenie pragmatycznej polityki zagranicznej. Niebawem zrezygnowała z tradycji złożenia pierwszej wizyty zagranicznej u swego partnera strategicznego — w Polsce. Pojechała natomiast do Szwecji i na Łotwę. Przerwała ośmioletnie milczenie i zadzwoniła pierwsza do prezydenta Rosji. Zaprosiła i przyjęła prezydenta Aleksandra Łukaszenkę. Zapowiedziała zmianę polityki wobec Ukrainy i Gruzji. Prowadzi to do osłabienia relacji z tradycyjnymi partnerami Litwy, w zamian jednak nie wprowadza wzajemnego zrozumienia w stosunkach z Rosją, która napięcie w relacjach politycznych przełożyła dziś na relacje gospodarcze.