Tajne więzienie CIA — prywatną własnością?

204
Zdesperowany walką o zwrot ojcowizny Kazimierz Wołodko nie wyklucza możliwości w drodze sądowej upomnieć się o byłą własność rodziny, na której prawdopodobnie zostało wybudowane w 2004 roku tajne więzienie CIA Fot. Marian Paluszkiewicz

O tajnym więzieniu CIA na Litwie mogło wiedzieć znaczne większe grono państwowych urzędników, w tym najwyższej rangi, niż podaje się we wniosku sejmowej komisji śledczej, która badała sprawę. Wynika to z faktu, że parcela pod więzieniem i teren wokół niego podlega reprywatyzacji, lecz starania potomków byłych właścicieli ziemi w Antowilu (Antaviliai) o odzyskanie ojcowizny od lat nie dawały żadnych wyników. Rozbijając się o mur biurokratycznych procedur i ogólnej „niewiedzy”, co się dzieje wokół tej ziemi. Dlatego byli właściciele ziemi nie wykluczają możliwości, że upomną się za pośrednictwem sądu o swoją ojcowiznę razem z prawdopodobnie wybudowanym na niej tajnym więzieniem CIA na Litwie.

Jak mówią nam potomkowie byłych właścicieli ziemi, szczególnie — brakiem absolutnie zielonego pojęcia — wyróżniali się urzędnicy zajmujący się reprywatyzacją zarówno w stołecznym samorządzie, jak też w administracji powiatu. Od 2003 roku (kiedy znajdująca się w Antowilu stadnina koni była przebudowywana prawdopodobnie przez Amerykanów na tajne więzienie CIA) urzędnicy na pytanie byłych właścicieli „kto i co buduje na ziemi w Antowilu” nie udzielili konkretnej odpowiedzi. Bezradni(?) byli nawet ci urzędnicy, którzy z urzędu wydają pozwolenie na budowę oraz zobligowani są do kontrolowania przebiegu prac budowlanych.

— Jak zobaczyliśmy, że na naszej ziemi taka duża budowa się zaczęła, to poszliśmy do wicenaczelnika powiatu o wyjaśnienie. W odpowiedzi usłyszeliśmy tylko, że powiat o żadnych budowach nic nie wie. Wicenaczelnik poradził nam samym ustalić, kto i co tam buduje — opowiada „Kurierowi” Kazimierz Wołodko, potomek Jana Wołodki, właściciela kilkudziesięciu hektarów ziemi w przedwojennym Antowilu.

Z odpowiedzi wicenaczelnika można wnioskować, że on albo naprawdę nie wiedział o pracach budowlanych w Antowilu (co więcej, nawet nie chciał wiedzieć. Bał się tej wiedzy?), albo wiedział dokładnie, lecz był zobowiązany do milczenia. Wiedział również, że sami Wołodkowie nie będą też w stanie dowiedzieć się na temat budowanego obiektu. Jak już pisaliśmy przy okazji tematu tajnego więzienia CIA na Litwie, miejscowi mieszkańcy opowiadali nam, że podczas trwania budowy nikt nie mógł wejść na teren budowy, który był pilnie strzeżony za wysokim ogrodzeniem.

Zresztą gdyby mógł wejść, to i tak niczego raczej by się nie dowiedział, bo z wnikliwych obserwacji mieszkańców wynika, że robotnicy na budowie byli prawdopodobnie przywiezieni z USA, gdyż rozmawiali wyłącznie po angielsku, zaś prace budowlane były prowadzone głównie pod osłoną nocy.

Jak wynika z naszych ustaleń, po zakończeniu budowy obiekt na terenie byłej stadniny niewiele się zmienił wizualnie.
Faktycznie pomieszczenia zostały zrekonstruowane według starych parametrów, dlatego niewiele tu się zmieniło. Wygląda na to, że jedynie hangar, gdzie był wcześniej maneż, podzielono na piętra. Ale nie powiem na pewno, bo nigdy nikogo tam nie wpuścili — tłumaczył nam wcześniej Dalius Endriukaitis, były właściciel ośrodka jeździeckiego, odsprzedanego tajemniczej firmie amerykańskiej.

Ta z kolei po „rekonstrukcji” (w czasie gdy w mediach światowych rozgorzał skandal o domniemanych tajnych więzieniach CIA w krajach Europy Wschodniej) budynek, jak też parcelę pod nim się znajdującą, przekazała na rzecz skarbu państwa litewskiego, ten z kolei na bilans litewskich służb specjalnych — Departamentu Bezpieczeństwa Państwa. Czyli instytucji, kierownictwo której — jak ustaliła sejmowa komisja śledcza — bez wiedzy najwyższych urzędników państwa współpracowało z amerykańskimi służbami specjalnymi, a w wyniku tej współpracy „były stworzone warunki do działania tajnego więzienia na Litwie”, bo komisja jednoznacznie tak i nie ustaliła, czy więzienie to na pewno było, czy też nie.

W każdym bądź razie Wołodkowie w 2004 roku niczego nie wskórali w administracji powiatu, ani też sami niczego nie potrafili ustalić w sprawie tajemniczej budowy na ich ojcowiźnie. Nie pomogli też im w urzędzie miejskim, którego dział regulacji rolnej zajmował się formowaniem parceli na potrzeby restytucji praw własności dla byłych właścicieli ziemi. Ówczesna wicedyrektorka Departamentu Rozwoju Miasta w stołecznym magistracie Raimonda Rudukienė, w piśmie z 17 grudnia 2004 roku poinformowała jedynie, że na terytorium posiadłości Antowil znajdują się „różne obiekty” wobec czego część ziemi zgodnie z ustawą o reprywatyzacji jej nie podlega, dlatego działki do zwrotu byłym właścicielom będą sformowane z wolnej ziemi, co nastąpi „po zatwierdzeniu planu detalicznego”, który „jest przygotowywany”. Również Rudukienė nie potrafiła odpowiedzieć Wołodkom, kto i co buduje na ich ziemi, więc poradziła z tym zapytaniem zwrócić się do administracji powiatu, który z urzędu prowadzi nadzór budowlany, więc powinien wiedzieć. Ale już wiemy, że powiat nie wiedział, lub wiedział, ale nie chciał powiedzieć.

Tymczasem o tym, że budowa na terytorium byłej stadniny nie była zwykłą rekonstrukcją, świadczą  spostrzeżenia miejscowych mieszkańców, którzy opowiadali nam, że na terenie budowy prowadzone były wykopy. Potwierdza nam to również Kazimierz Wołodko, który nieraz przechadzając się w pobliżu budowy widział przez szpary w ogrodzeniu, że obok budynku był ogromny wykop głęboki na kilka metrów. Przy tym zauważył, że wybrana z dołu ziemia zniknęła. Okoliczni ludzie dopowiedzieli nam, że w czasie budowy z tego tajemniczego obiektu wywożono dużo ziemi, głównie nocami. Ze zdziwieniem natomiast dostrzegli, że po zakończeniu prac budowlanych i usunięciu płotu nie zostało ani śladu po wykopie, a na jego miejscu zasiano trawnik i posadzono młode drzewka. Dlatego spostrzegawczy mieszkańcy podejrzewają, że jeśli w Antowilu i jest domniemane tajne więzienie, to znajduje się ono nie w zrekonstruowanych pomieszczeniach byłego ośrodka jeździeckiego, ale prawdopodobnie w nowo wybudowanych podziemiach. Dlaczego więc komisja śledcza nie wykryła tych pomieszczeń?

Kazimierz Wołodko podaje najprostsze wytłumaczenie:

Czyż trudno ukryć wejście do takich pomieszczeń, jeżeli w żadnych planach i rejestrach one nie figurują.
A nie figurują na pewno, gdyż — jak ustalili litewscy dziennikarze — pomieszczenia, gdzie obecnie oficjalnie znajduje się baza szkoleniowa litewskich służb specjalnych, w Rejestrze Głównym wciąż figuruje jako ośrodek jeździecki z działającą tam wcześniej kawiarenką. Wskazuje to więc na to, że jeżeli na tym terenie został wybudowany nowy obiekt (domniemane więzienie), jak przekonują okoliczni mieszkańcy, to w świetle prawa jest on budowlą nielegalną.

— Jeśli na ziemi byłych właścicieli jest wybudowany obiekt bez zezwolenia, to w świetle prawa taka ziemia podlega reprywatyzacji i powinna być zwrócona byłym właścicielom razem z nielegalnymi zabudowaniami na niej. Jeśli więc fakty ewidentnie wskazują na obecność nielegalnej budowli, to byli właściciele mogą zwrócić się do sądu, który nie powinien mieć większych wątpliwości co do kwestii zwrotu ziemi byłym właścicielom razem z nielegalnie wybudowanym na nim obiektem — tłumaczy nam prawniczka Ewa Jankowska z III Biura Adwokackiego w Wilnie. Zastrzega jednak, że tak powinno przynajmniej być w państwie prawa. A jak może być w konkretnym przypadku państwa Wołodków, prawniczka nie bierze się prognozować, zauważając, że skoro dotychczas ten obiekt przechodził różne metamorfozy prawno-własnościowe, to niewykluczone, że coś podobnego będzie miało miejsce w przyszłości i obiekt ten raptem stanie się tajnym obiektem strzeżonym przez państwo.

Pan Kazimierz pokazuje plik urzędowych pism, w których jedynym lejtmotywem od lat jest to, że „planuje się przygotowanie planów detalicznych”, a o ich przygotowaniu „państwo zostaniecie poinformowani osobnym pismem” CIA Fot. Marian Paluszkiewicz

Tym niemniej, Wołodkowie, którzy już od 1993 roku bezskutecznie starają się o zwrot ojcowizny, nie wykluczają, że upomną się za pośrednictwem sądu o swoją ojcowiznę razem z ewentualnie wybudowanym na niej tajnym więzieniem CIA na Litwie.

— Nie mamy już niczego do stracenia. Od 1993 roku tylko zwodzą nas obietnicami, że już niebawem zostaną sformowane parcele do reprywatyzacji — oburza się Kazimierz Wołodko. Pokazuje nam plik urzędowych pism, w których jedynym lejtmotywem od lat jest, że „planuje się przygotowanie planów detalicznych”, a o ich przygotowaniu „państwo zostaniecie poinformowani osobnym pismem”.

— I tak już kilkanaście lat! — traci cierpliwość pan Kazimierz. A gdy ostatnio osobiście pofatygował się do magistratu, żeby wyjaśnić, kiedy wreszcie plany zostaną przygotowane, usłyszał odpowiedź urzędniczki, że plany już są przygotowane, ale nie ma decyzji, czy parcele zostaną przekazane na potrzeby byłych właścicieli, czy pójdą na sprzedaż.

Jak przekonuje nas pan Kazimierz, po takiej odpowiedzi, pytanie, czy nie warto na pewno pójść inną drogą i spróbować w sądzie upomnieć się o swoją ziemię i zarazem zostać właścicielem tajnego więzienia CIA, jest już nie kwestią retoryki, ale raczej tylko czasu…


LITEWSKIE (GU’ANTAVILIAI)

Jak wynika z ustaleń „Kuriera”, że bardziej niż prawdopodobnie litewskie Guantanamo mogło działać w Antaviliai, w byłym ośrodku jeździeckim. Poszukiwane przez media światowe miejsce tortur więźniów mogło znajdować się w hangarze ośrodka oraz w jego podziemiach, które prawdopodobnie zostały tu wybudowane w 2004 r. po przejęciu ośrodka przez amerykańską firmę „Ellite L.L.C.”. Jak poinformowała telewizja „ABC News”, firma ta, zarejestrowana w Panamie i działająca w Waszyngtonie, była kontrolowana przez amerykańskie CIA.

Właśnie „Ellite L.L.C.” w 2004 r. nabyła nieruchomość w Antaviliai. Potwierdził to „Kurierowi” jeden z byłych właścicieli podwileńskiej stadniny Dalius Endriukaitis. Powiedział też, że po przejęciu nieruchomości przez Amerykanów, została ona przebudowana przez sprowadzonych specjalnie z zagranicy budowlańców. Okoliczni mieszkańcy podejrzewają, że właśnie pod ziemią powstała „podbudówka” ośrodka, gdzie, jak podaje amerykańska telewizja, byli więzieni terroryści. Informacji tej nie potwierdza żadne oficjalne źródło na Litwie, ani też byli i obecni liderzy. Jedynie prezydent Dalia Grybauskaitė wyznała, że „podejrzewa, a Zachód w to nie wątpi”, że na Litwie działało tajne więzienie CIA. Tymczasem sejmowa komisja śledcza badająca sprawę ustaliła jedynie, że były stworzone warunki do tajnego przetrzymywania więźniów na Litwie.