Prywatyzacja państwowych lasów — bumerang znów wraca

159
Zwolennicy prywatyzacji lasów przekonują, że tylko prywatny właściciel potrafi należycie zadbać o kondycję drzewostanu Fot. Marian Paluszkiewicz

Dyskusyjny problem prywatyzacji państwowych lasów, niczym bumerang zatacza koło i znów wraca. I chociaż za każdym razem ten kontrowersyjny pomysł spotyka się z ostrą krytyką i niechęcią polityków, ostatnio znowu rozgorzała kolejna dyskusja na ten temat.

— Za tym kryją się interesy, potężne interesy tzw. oligarchów, którzy chcieliby przejąć państwowe lasy, dlatego periodycznie podejmowane są dyskusje na ten temat — tłumaczy w rozmowie z „Kurierem” poseł Justinas Urbanavičius z sejmowego Komitetu Ochrony Środowiska.

Poseł ma nadzieję, że kolejna dyskusja, jak i poprzednie spełźnie na niczym.

— Z rozmów z kolegami mam przekonanie, że w Sejmie nie będzie poparcia dla pomysłu prywatyzacji lasu, gdyż wszyscy tu zdają sobie sprawę, jakie znaczenie dla kraju i jego gospodarki ma zachowanie lasów państwowych — wyjaśnia nam poseł. Przekonuje bowiem, że tylko pod opieką państwa lasom nie grozi zniknięcie.

Również Artūras Nanartavičius, nadleśniczy Wileńskiego Nadleśnictwa, jest zdania, że w prywatyzacji lasów państwowych są zainteresowani przedsiębiorcy, którzy liczą na szybki zysk ze sprzedaży drewna.

— Starają się oni bowiem o prywatyzację lasów gospodarczych, zaś te rekreacyjne i rezerwaty proponują pozostawić w gestii państwa. Wytłumaczenie jest bardzo proste, gdyż lasy gospodarcze to szybki i czysty zysk, zaś rekreacyjne i rezerwaty wymagają dużych inwestycji oraz pracy — wyjaśnia nam Artūras Nanartavičius. Nadleśniczy zaznacza też, że w lasach gospodarczych zarządzanych przez nadleśnictwa odnotowuje się przyrost drzewostanu. Natomiast lasy należące do prywatnych właścicieli są wycinane co do drzewa, a sprawę ich odrodzenia pozostawiana  jest samej naturze.

— Zyski ze sprzedaży drewna gospodarczego przeznaczamy głównie na inwestycje w lasach rekreacyjnych i rezerwatach — budujemy tam ścieżki rowerowe, infrastrukturę drogową oraz miejsca wypoczynku. Dbamy też o odsadzanie wyrąbanych lasów gospodarczych — mówi nam Artūras Nanartavičius.

— Wyrosłem na wsi i doskonale wiem, na czym polega różnica między lasem państwowym a prywatnym. Bez trudu ją można dostrzec, bo państwowe lasy na ogół są zadbane z rozwiniętą infrastrukturą drogową oraz wypoczynkową, chronione pod względem bezpieczeństwa przeciwpożarowego oraz z zadbaną kondycją drzewostanu. Tymczasem prywatny las to najczęściej pozostałość po nim — wycięte w pień drzewa, a tereny po nich porośnięte krzakami — mówi poseł Justinas Urbanavičius.

Tymczasem zwolennicy idei prywatyzacji lasów bronią się, twierdząc, że to właśnie prywatny właściciel potrafi zadbać należycie o drzewostan, gdyż z założenia chce czerpać zyski z produkcji drzewa w długoterminowej perspektywie. Takie argumenty wysuwają na czoło w dyskusjach przedstawiciele Instytutu Wolnego Rynku, który, jak na razie, w samotności obstawia ideę prywatyzacji lasów. I chociaż w Sejmie ani nawet w rządzie (bo prywatyzacji lasów sprzeciwia się również Ministerstwo Ochrony Środowiska), pojawiły się przesłanki, że skarb państwa może stracić kontrolę nad lasami. Zakłada to opracowywana nowelizacja ustawy o spółkach państwowych (jakimi też są nadleśnictwa), która przewiduje przekształcenie ich w spółki akcyjne. Specjaliści zauważają, że obecnie nadleśnictwa, jako spółki państwowe pełnią też funkcje społeczne i socjalne, tymczasem spółki akcyjne, zgodnie z założeniami ich funkcjonowania są ustawowo zobligowane do dążenia do zysku.

Zdaniem posła Urbanavičiusa, właśnie dążenie do zysku stanowi największe zagrożenie, gdyż wygenerować zysk można w tym sektorze głównie sprzedając drewno. Polityk uważa, że spowoduje to masowe wycinanie lasów.

— Tymczasem rewitalizacja drzewostanu jest procesem długotrwałym i bardzo kosztownym, toteż prywatni właściciele nie będą tym zainteresowani — wyjaśnia poseł. Zauważa też, że praktyka innych krajów dowodzi, że prywatyzacja lasów nie sprawdziła się, dlatego w Europie lasy są głównie własnością skarbu państwa, co więcej, państwo stara się też przejmować lasy prywatne.

— Łotysze w swoim czasie zagalopowali się i sprywatyzowali swoje lasy, co doprowadziło do spustoszeń zasobów leśnych. Dziś otwarcie tam mówi się o popełnieniu błędu oraz o konieczności przejęcia lasów ponownie na bilans państwowy — tłumaczy poseł Urbanavičius.

A tymczasem na Litwie w sprawie prywatyzacji lasów posłowie starają się dmuchać na zimno. Niedawno członkowie największej frakcji konserwatywnej, największej w koalicji rządzącej jednogłośnie przegłosowali rezolucję, w której apeluje się do rządu o odejście w kontekście nadleśnictw państwowych od zamiarów przekształcania spółek państwowych w spółki akcyjne.


LASY NA LITWIE

Obecnie lasy zajmują 33 proc. terytorium kraju. Około połowy z nich to są lasy państwowe. Większość z nich to lasy gospodarcze. Rekreacyjne lasy oraz rezerwaty przyrody znajdują się głównie wokół dużych miast.

36 proc. lasów należy do byłych ich właścicieli bądź ich spadkobierców.

Na potrzeby restytucji praw własności zarezerwowanych jest kolejnych 13 proc. litewskich lasów.