Znowu okroją „polskie” okręgi wyborcze

582

Główna Komisja Wyborcza ma zamiar do końca tego roku ustalić nowe granice jednomandatowych okręgów wyborczych przed zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi. Największe zmiany będą dotyczyły okręgów wileńskich oraz tzw. polskich okręgów w rejonie wileńskim i solecznickim, gdzie tradycyjnie wygrywają przedstawiciele polskiej mniejszości na Litwie.

— Po tych zmianach niczego dobrego dla nas nie spodziewamy się — mówi w rozmowie z „Kurierem” poseł Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, Leonard Talmont. — Nie spodziewamy się, bo dotychczasowe zmiany granic okręgów wyborczych na Wileńszczyźnie były zawsze dokonywane nie na korzyść Polaków. Zdaniem posła, gdyby granice okręgów wyborczych na Wileńszczyźnie pokrywałyby się z granicami zamieszkania mniejszości polskiej, to tylko w okręgach jednomandatowych Polacy mogliby mieć 4-5 mandatów poselskich. Poseł zauważa, że okręgi jednak zostały podzielone w ten sposób, żeby dominujące na Wileńszczyźnie społeczeństwo polskie zostało rozrzedzone przez mieszkańców okolicznych rejonów zdominowanych przez ludność litewską.

Poseł Talmont, który wielokrotnie wcześniej próbował zdobyć mandat poselski w jednomandatowym okręgu solecznicko-wareńskim, z własnego doświadczenia wie, że w takich „rozcieńczonych” okręgach Polacy nie mają większych szans na zwycięstwo.

— W swoim czasie około 9 tys. wyborców z rejonu solecznickiego (Polacy w tym rejonie stanowią ponad 80 proc. mieszkańców — przyp. red.) zostało dołączonych do rejonu wareńskiego, część zaś rejonu wileńskiego (Polacy tu stanowią ponad 60 proc. mieszkańców — przyp. red.) dołączono do rejonu szyrwinckiego — mówi poseł Talmont i zauważa, że taki podział pomniejszył szanse Polaków w wyborach parlamentarnych.

Jednak, jak dowiadujemy się, w tym roku GKW znowu zabierze się za okrajanie dwóch tzw. polskich okręgów jednomandatowych, które pod względem liczby wyborców są za duże. Według ordynacji wyborczej, liczba wyborców w okręgu musi wynosić od 0,8 do 1,2 wyborcy od średniej liczby wyborców we wszystkich okręgach. Od lat ta średnia liczba stale się zmniejsza, zaś w rejonie w okręgach na Wileńszczyźnie liczba wyborców stale rośnie. W tym roku średnia liczba wyborców wynosi 36,8 tys. osób. Tymczasem okręg szyrwincko-wileński będzie liczył 44 885 wyborców, zaś wileńsko-trocki 44 998, czyli odpowiednio ponad 122 proc. średniej liczby wyborców.

Niewiele brakowało, żeby również okręg wileńsko-solecznicki zostałby poddany parcelacji, bo liczba wyborców w nim (43 367) balansuje w nim na granicy ponad 1,2 wyborcy. W przeciwieństwie od okręgów szyrwincko-wileńskiego i wileńsko-trockiego, tegoroczne plany GKW nie przewidują jednak przesuwania granic okręgu wileńsko-solecznickiego.

— Ustalenie nowych granic okręgów wyborczych technicznie nie jest zbyt skomplikowaną procedurą, którą musimy dokonać do 7 lipca. Jednak podczas przesuwania granic zawsze narusza się czyjeś interesy polityczne, bo tradycyjnie już jest, że wielu posłów przyzwyczaiło się do okręgów wyborczych, pracowało w nich z wyborcami. Dlatego jakiekolwiek zmiany granic okręgów są przez nich źle odbierane — mówi nam Jurga Augustaitytė z GKW. Według niej, największy kłopot stwarzają okręgi wyborcze w samym Wilnie, których granice trzeba będzie pozmieniać, żeby zmniejszyć ich liczbę wyborców. Przesuniecie granic poza miasto, nie wchodzi w rachubę, bo wileńskie okręgi graniczą właśnie z wileńsko-solecznickim, wileńsko-trockim i szyrwincko-wileńskim okręgami. Dlatego w GKW powstał pomysł, żeby do rozrastającego się Wilna przenieść jeden okręg z kurczącego się Kowna. Jednak zdaniem Augustaitytė, nie wiadomo, czy na taką propozycję Komisji zgodzą się politycy. Szczególnie ci, z Kowna, którym zostanie zabrany jeden okręg wyborczy.