Zanim słowa czynem się staną

W jednej ze słuchanych dyskusji, pewna starsza pani powiedziała: „Czy myślicie, że będzie wojna?”. Nie pytała. Szukała raczej potwierdzenia swoim przekonaniom. Uczestnicy dyskusji najpierw pomyśleli, że to żart, lecz przerażenie bijące z głębi jej oczu niebawem wszystkich skłoniło do głębokiej refleksji.
Przerażające w tej sytuacji jest też to, że jeszcze pół roku temu nikt poważnie nie odreagowałby na takie pytanie. Ale dziś? Gdy codziennie otwierając gazetę, włączając TV lub radio najczęściej słyszymy słowa o wojnie. Tej nie z przeszłości, czy z filmu akcji, lecz rzeczywistej, toczącej się teraz tylko obok nas. Na razie? Bo „słowa czynem się stają”. Są jakie słyszymy. Słyszymy też w bezliku powielane przez media słowa prezydent Dali Grybauskaitė, która powtarza tę samą mantrę, że już teraz jesteśmy gotowi do wojny i nikogo nie boimy się. „Niech no tylko przyjdą!”. Obok ilustracja pani prezydent przy karabinie maszynowym, czy też w czołgu. Mniej ważne, że karabin ten jest na jednym z dwóch przestarzałych naszych kutrów wojskowych, a czołg zagraniczny w ogóle obcy — z ćwiczeń wojskowych partnerów z NATO. Swoich nie mamy. Wierzymy natomiast, że właśnie NATO nas obroni. Według planów Aliansu to Polski jest przednim zadaniem. Tyle, że czy jesteśmy pewni, że ktoś z Polski będzie chciał umierać za Wilno?