Co złemu politykowi w polityce mrowi?

57

Gdy litewskim politykom kończyły się jakiekolwiek argumenty w sporze ws. składanych od lat i wciąż niespełnianych obietnic uszanowania praw polskiej mniejszości, zawsze sięgano po ten ostatni — „Teraz nie czas”. Najczęściej zawadzał okres kampanii wyborczych. A to parlamentarna, później prezydencka i do Parlamentu Europejskiego, teraz samorządowa. Ta ostatnia jeszcze na dobre nie zaczęła się, a już niebawem się skończy i… No właśnie. Następna — sejmowa — prawie za dwa lata. Więc litewskie elity polityczne, które dziś prześcigają się w publicznym wyznawaniu „miłości do Polski” i okazywaniu szacunku wobec mniejszości polskiej, będą miały unikatową szansę, żeby spełnić w czynach tę swoją miłość i szacunek. Okres „międzywyborczy” będzie bowiem wystarczająco długi, zdążą więc sprawnie i bez emocji uchwalić prawo dla mniejszości narodowych. Tym bardziej, że jego projekty dawno są przygotowane i latami kurzą się w szufladach sejmowych i rządowych urzędników. Uchwalone na wiosnę prawo będzie więc najszczerszym potwierdzenie tej miłości, która dziś spływa z ust litewskich polityków. Czy tak się stanie? Wątpię, bo złemu politykowi, jak i w tańcu złemu tancerzowi, zawsze coś tam mrowi. A lepszych, niestety, nie mamy… Polityków oczywiście. Bo dobrych tancerzy i owszem. Nawet wśród polityków.