Wspólnie i nie razem

Od obchodów Dnia Niepodległości Litwy minęło już kilka dni, więc najwyższy czas na refleksje. Pierwsze, co najbardziej rzuca się w oczy, jest to, że wciąż nie umiemy radośnie, zresztą w ogóle, świętować tak ważne dla kraju daty. Tegoroczne obchody były szczególnie sprofanowane przemieszaniem walentynkowo-zapustowych i niepodległościowych imprez. Dlatego na niektórych obchodach trudno było zorientować się, co faktycznie świętujemy: jeszcze Walentynki, aktualnie Zapusty, czy już Dzień Niepodległości. Drugie, co zawadziło, to że wciąż nie potrafimy świętować razem. I nie chodzi tylko o Litwinów i Polaków, czy inne mniejszości narodowe (bo to też), ale podział ten widoczny na każdym szczeblu hierarchii państwowej i społecznej. Bo głowy państwa patetycznie — złożenie wieńców, wręczenie odznaczeń i orderów, Landsbergis na swoim balkonie, pozostali, kto jak może, ale też tradycyjnie, czyli osobno. Nacjonaliści w przemarszu pod hasłem „Litwa dla Litwinów”, młodzież na koncercie na Placu Katedralnym, a reszta po swoich kątach i kto jak umie. Być może dlatego w tym tak ważnym dla kraju dniu wciąż brakuje nam poczucia wspólnoty, wspólnego państwa i narodu. Bo nie można być wspólnie i zarazem nie razem.