A na drugie jej imię Wojna…

To wcale nie urywek z wizji Apokalipsy, lecz obraz naszej rzeczywistości. A na pierwsze jej imię — Dalia… Grybauskaitė. Prezydent naszego kraju. Oświadczyła niedawno, że już jesteśmy w stanie wojny. Ostrzegła, że choć jeszcze nie słyszymy wybuchów bomb, to jednak ta wojna już się toczy. Na razie w przestrzeni informatycznej i wirtualnej. Dodała też, że nie wiadomo, jak szybko, z wirtualnej ta wojna stanie się konwencjonalną i że musimy do niej przygotować się już teraz. Między innymi, w trybie pilnym przywracając powszechną służbę wojskową. Wiele w jej ostrzeżeniach jest racji. Bo faktem jest, że epidemia kremlowskiej propagandy pożera wydawałoby się nawet najodporniejsze na nią umysły naszej inteligencji. Jednak władze temu nijak nie przeciwdziałają. Tylko, podobnie jak prezydent, konstatują fakt. Nie widać też skutecznych działań przeciw cyberatakom. Imitacją też jest wzmocnienie obronności, co rzekomo ma zapewnić wojsko poborowe. Bo żeby ci poborowi mogli kraj skutecznie obronić, musieliby najpierw wyuczyć sztukę obronną oraz mieć nowoczesny sprzęt i broń. Na to nie mamy ani czasu, ani pieniędzy. Czasu zwłaszcza. A wojna wisi na włosku. Nie dlatego, że ktoś nas już atakuje, lecz dlatego, że tę wojnę mamy w swoich głowach, a przede wszystkim w głowach państwowych. Koło historii zaś uczy nas, że jeśli w świadomości społecznej wojna już się toczy, to w rzeczywistości wybuchnie na pewno.