Przykład idzie z góry

Widmo krąży ponad Litwą: widmo Polaka. Choć nie bardzo wiadomo, jakie zagrożenie niesie, ale z premedytacją odgórnie oskarża się je o różne ewentualne płynące z jego obecności na terytorium państwa litewskiego niebezpieczeństwa. Np. stawiając poważne zarzuty stwarzania zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego państwa lub wrogiej działalności na rzecz obcego państwa. Ot tak, z lekkiej ręki władz najwyższych stajesz się bez sądu i śledztwa wrogiem narodu. Jakoś znajomo brzmi taka retoryka i metody działania, nieprawdaż? Jakby żywcem zostały przeniesione z podręczników marksizmu-leninizmu i nie tak znów odległego systemu społeczno-ekonomicznego. Jak bardzo taka manipulacja jest skuteczna, świadczy chociażby ostatni prowokacyjny wybryk w Solecznikach. Ktoś na betonowym ogrodzeniu wymalował hasło „Lenkai, lauk iš Lietuvos” czyli „Polacy, won z Litwy”. Owszem, umysły mniej podatne na myślenie, a bardziej skłonne uleganiu manipulacji mogą oskarżyć Polaków o stwarzanie „zagrożenia” bezpieczeństwu Litwy: np. jem kanapkę — czyli zagrażam państwu, idę do szkoły — jestem niebezpieczny, płacę podatki — jestem wrogiem narodu nr 1.
Na szczęście nie brak w tej medialnej nagonce głosu rozsądku. Europoseł Valentinas Mazuronis w swym oświadczeniu stwierdza, że „Polacy i Rosjanie nie są naszymi wrogami” i potępia przypadki głośnego oskarżania całych grup społecznych na podstawie samych tylko domysłów, a co za tym idzie — skłócania obywateli Litwy różnych narodowości.
Oby to nie był głos wołającego na pustyni.