Co polityczne, to nie zawsze prawne

„Gorsze wyniki naszych uczniów na maturze z języka litewskiego zostały zaprogramowane przez państwową politykę oświatową” — powiedziała w Sejmie na ostatniej konferencji poświęconej nauczaniu języka litewskiego jedna z lituanistek ekspertów. Ciężkie to oskarżenie. Bynajmniej nie jest gołosłowne, ale poparte dowodami. Decyzja o ujednoliceniu egzaminu i programu nauczania z języka litewskiego była wynikiem rozgrywek politycznych, nie zaś chęcią poprawy jakości nauczania. Wręcz odwrotnie – wyniki egzaminów kilkakrotnie się pogorszyły. Co więcej, te gorsze wyniki jeszcze przed wprowadzeniem ujednoliconego egzaminu były prognozowane w wyniku wcześniejszych sprawdzianów. To, że egzamin został jednak wprowadzony, jest przemyślanym, perfidnym, szkodliwym działaniem, mającym na celu wyrzucenie naszych uczniów za burtę studiów wyższych.
Normalnie w każdym państwie psychiczne znęcanie się nad dzieckiem jest traktowane jako przestępstwo. W jakich kategoriach rozpatrywać celowe, z premedytacją szkodzenie dobru ucznia? Kto poniesie odpowiedzialność za niewywiązanie się ze swych obowiązków, czyli brak podręczników, pomocy metodycznych, programów nauczania? Kto odpowie za fatalne skutki eksperymentów na młodzieży, która straciła szansę studiowania na wymarzonym kierunku? Kto wreszcie skompensuje uszczerbek na zdrowiu uczniów? A przecież za każdą winę należy się kara. A system, jeżeli działa źle, trzeba naprawić.