Nie po to wybrano mera

91

W poniedziałek mer Wilna Remigijus Šimašius wpadł do Szkoły Średniej im. Szymona Konarskiego z niezapowiedzianą wizytą. Wszedł do uczniów na lekcje, by opowiadać o tym, że krzywda się im na skutek skandalicznej „reorganizacji” szkół nie dzieje, a wszystko — rozumieć należy, że łącznie z likwidacją w dniu 31 sierpnia 11-12 klas — robione jest dla ich, uczniów, dobra.
Razem z merem przybył też wicemer Valdas Benkunskas, który wcześniej ze wspólnotami szkolnymi spotykać się nie chciał. Całość spotkania przypominała działalność niesławnego ministra oświaty Gintarasa Steponavičiusa — czyli zamiast wspólnie poszukiwać rozwiązania i włączyć wspólnotę szkoły do procesu podejmowania decyzji w jej sprawie, skupiono się na wmawianiu, że problem nie istnieje.
A problem istnieje, i to nie jeden. Bo problemem jest nie tylko niechęć władzy do słuchania, bo woli mówić, że wszystko jest piękne. To, że mer w godzinach swojej pracy, a uczniów nauki, zajmuje się robieniem propagandy (lub, jak kto woli, „pijaru”) na lekcji matematyki, by móc wrzucić zdjęcie na Facebooka na dowód „rozwiązywania problemów” — też jest problemem, bo nie po to został na to stanowisko wybrany.
Rozwiązaniem problemu byłoby wstrzymanie krzywdzącej uczniów „reorganizacji”, a nie przeszkadzanie im w lekcjach.