Kim jesteśmy u siebie w domu?

137

W północno-wschodnich Włoszech, na mapie — tuż obok Wenecji — znajduje się miasto Triest. W tym dawnym porcie cesarstwa Habsburgów góry spotykają się z morzem, a Włosi — ze Słoweńcami. Od 70 lat ukazuje się tam słoweński dziennik „Primorski dnevnik” — i tej właśnie rocznicy była poświęcona konferencja w ratuszu Triestu, z którego okien widać centralny plac miasta i omywające jego krawędź Morze Adriatyckie.
Konferencję otworzyło przemówienie burmistrza Triestu Roberto Cosoliniego, ale najznamienniejsze słowa padły z ust Martxela Otamendiego, niezłomnego obrońcy wolności słowa z baskijskiego dziennika „Berria”. Powiedział o Baskach, w większości będących obywatelami Hiszpanii: „Gdybyśmy nie mogli czytać wiadomości po baskijsku, a tylko po hiszpańsku — oznaczałoby to, że nie jesteśmy u siebie w domu”, podkreślając w ten sposób znaczenie jak najszerszego używania języka mniejszości narodowej. Baskowie mają publiczne szkoły, dwujęzyczne napisy i baskijski jest językiem urzędowym, uczą się go nawet przybywający do Kraju Basków (będącego obecnie częścią Hiszpanii) imigranci z Afryki.
I tu się nasuwa smutna refleksja — jeśli nie czytamy w swoim języku i go nie szanujemy, to kim jesteśmy w naszym domu, na Wileńszczyźnie? I kim będą dalsze pokolenia?