Kto zarobi na pustym stadionie?

222

Samorząd wileński, zdominowany przez liberałów i chadeków, postanowił powrócić do kolejnej „inwestycji”.
Cudzysłów wydaje się tu być jak najbardziej uzasadniony — inwestycje z definicji bowiem wiążą się z odzyskaniem, i to z nawiązką, zainwestowanych pieniędzy, a w tej sytuacji na to się nie zapowiada.
Mowa bowiem o straszącym z szeszkińskich wzgórz szkielecie stadionu, w który postanowiono po raz kolejny wpompować pieniądze podatników.
Stadion, w zamierzeniu — narodowy, zaczęto budować w roku 1987, ale niedługo później zaprzestano ze względu na brak środków. Później jeszcze, w roku 2008, w stadion wtopiono kolejne 33,6 mln euro, a stadionu nadal nie było. A czy w ogóle jest potrzebny?
Wilno obecnie ma kilka stadionów. Ten, na Lipówce, należący obecnie do Litewskiej Federacji Futbolowej, spełnia wymogi międzynarodowe. Zaś legendarny stadion „Pogoni” Wilno na Pióromoncie, później przerobiony na stadion „Žalgiris” przez sowietów, chce się wyburzyć i zbudować tam blokowisko.
Może, zamiast budować nowy, wystarczyłoby nie burzyć starego?
Piłka nożna na Litwie nie jest popularna. Budowa więc stadionu za grube miliony po to, tylko by świecił pustkami, każe podejrzewać, że jest to projekt wcale niekoniecznie sportowy.