Głośno mówi, co inni myślą

160

Kiedy generał bezpieki, były dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego Gediminas Grina w internecie zaczął bredzić o potrzebie nie tylko zamknięcia, ale i zabronienia szkół mniejszości narodowych, można by oczekiwać, że zajmą się tymi wypowiedziami prokuratorzy (zostały zgłoszone jako rozniecanie nienawiści na tle narodowościowym) i psychiatrzy (nie ma informacji, by się zainteresowali). Okazało się jednak, że znaleźli się też tacy, którzy te pomysły poparli.
Edmundas Jakilaitis, telewizyjny publicysta, na swojej stronie napisał o wypowiedzi Griny, że „pomysł do rozważenia”, swój komentarz utrzymując w tonie aprobacji dla gadaniny bezrobotnego bezpieczniaka. Sprawa o tyle skandaliczna, że Jakilaitis nie jest jedynym pracownikiem mediów, popierającym tego rodzaju pomysły rodem z czasów stalinizmu. I o ile ma prawo na swojej prywatnej stronie głosić jakiekolwiek poglądy, to fakt, że jest to jedna z osób, formujących opinię publiczną, jest bardzo niepokojący — szczególnie, że idea dziennikarstwa nieodzownie wiąże się z obroną obywatelskich wolności, także mniejszości narodowych, a nie z propagowaniem ich ograniczania.
Czy nie jest tak, że Grina tylko głośno powiedział to, o czym wielu szowinistów po cichu marzy od dawna?