Alkoholowa naiwność

159

Litwa, której politycy pewnej postkomunistycznej partii próbowali dorobić przydomek „odważnego państwa”, na razie odważnie przoduje na świecie w takich niechlubnych rankingach, jak spożycie alkoholu na mieszkańca czy samobójstwa. I nie ratuje sytuacji nawet rzeczywiście odważny rajdowiec Benediktas Vanagas, chociaż zasługuje na wszelki podziw za starania i zdrowy rozsądek.
Tego ostatniego brakować zdaje się, niestety, politycznym tuzom, które z walki z alkoholizmem zdają się chcieć zrobić sposób na politykę — forsując kolejne zakazy: reklamowania, sprzedaży w określonych miejscach i godzinach itd. Chciałbym wierzyć, że to z naiwnej wiary, iż rzeczywiście, po zobaczeniu reklamy drogiej szkockiej whisky, człowiek na wsi pójdzie do sklepu i kupi tanie wino. Ale przecież to tak nie działa, a od czasu wprowadzenia zakazu handlu alkoholem w nocy, spożycie dalej wzrasta.
Niestety, tu także widać dojutrkowość, o której tak często piszę w kontekście litewskich polityków. Chcą walczyć ze skutkami, ale nie leczyć chorobę — bo alkoholizm jest właśnie chorobą, wymagającą terapii i dania ludziom zajęcia, czyli działań przede wszystkim długoterminowych, wymagających cierpliwej — i odważnej(!) — pracy, a nie wprowadzania zakazów i odtrąbienia „sukcesu” przed kamerami. To chorym nie pomoże.