Litwa i stosunek do dziedzictwa

142

Toczy się polityczna batalia o budowy na terenie druskiennickiego uzdrowiska i oczy społeczeństwa są skierowane na przesłuchiwanego przez służby mera kurortu Ričardasa Malinauskasa, ale przecież nie to jest najważniejsze.
Jak to — nie to?
Skandale potencjalnie korupcyjne nie są ważne? Ależ są. Ale najważniejszy powinien być w nich interes publiczny — a więc Czytelniczki, Czytelnika i mój. Każdego obywatela.
Ten zaś przez pracowników mediów i funkcjonariuszy administracyjnych jest spychany na drugi plan.
Teren uzdrowiska jest chroniony właśnie dlatego, by dbać o interes publiczny. By uzdrowisko nie stało się aglomeracją albo zagłębiem przemysłowym i nie utraciło właściwości uzdrowiskowych.
I budowa na chronionym terytorium jest nie dlatego zła, że łamie „jakieś” zakazy, tylko dlatego, że uderza w interesy innych mieszkańców, które ucierpią, gdy uzdrowisko przestanie nim być.
Ale na Litwie się o tym nie pamięta, traktując każde dobro publiczne jako potencjalny łup. Stąd i budowy na Mierzei Kurońskiej i niszczone frontony kamienic na wileńskim Starym Mieście, poogradzane jeziora czy też niszczejący pałac Tyszkiewiczów w Landwarowie. Wszystko to traktowane jest jako łupy. Zapomina się tylko, że to pozostali obywatele, to znaczy — my — jesteśmy łupieni.