Kwadratura koła biednego kraju

77

Masowe wyjazdy mieszańców Litwy na zakupy do Polski stały się jednym z głównych tematów w naszym kraju. Szeregowi zjadacze chleba, politycy, ekonomiści, media prześcigają się w komentowaniu zjawiska.
Jedyna rzecz, co do której mamy zgodę, to jest to, że w sąsiednim kraju „wszystko jest znacznie tańsze”. Co do innych aspektów zaopatrywania się w Polsce toczy się zażarty spór.

Najważniejszą rzeczą, o którą na Litwie kruszą kopię — to czy kupujący w Polsce kopią dołki pod gospodarkę i system socjalny własnego państwa? Walcząc z wyjazdami na zakupy do ościennego państwa, mer sąsiadującego z Polską rejonu łoździejskiego zalecił pracownikom samorządu więcej tego nie robić.
W przeciwnym przypadku zagroził amatorom tanich zakupów obcięciem dodatków do wypłat. Mer tłumaczy, że w ten sposób troszczy się o to, aby „litewskie” pieniądze zostawały na Litwie. Bo wydawanie ich w Polsce rujnuje budżet zarówno rejonu, jak też całego państwa. „Polska przecież nie będzie płaciła dla obywateli Litwy wypłat i emerytur” — tłumaczą przeciwnicy wyjazdów po żywność do Polski.
Z kolei stojący w kolejce w suwalskiej „Biedronce” mają swoją prawdę: „Zarabiając 300 euro miesięcznie trudno być lojalnym obywatelem i patriotą”.