„Ruski biznes” Europy

194

Kiedyś, w jakże już odległych latach dziewięćdziesiątych XX wieku, funkcjonowało określenie „ruski biznes”. Otóż biznes taki był przeciwieństwem dobrego interesu — polegał na zapłaceniu za coś wygórowanej ceny i byciu oszukanym. Fraza ta popadła w zapomnienie — ale interesy takie się nadal robi. Zrobiliśmy taki ostatnio my, obywatele Unii Europejskiej. Otóż w kolejnej turze negocjacji z Turcją porozumiano się, że Turcja dostanie od Unii 6 miliardów euro na pomoc imigrantom. A pomoc będzie wyglądała w ten sposób, że od teraz z Grecji będą zawracani nielegalni imigranci do Turcji.  A Turcja za każdego nielegalnego przyśle nam jednego „legalnego”. Interes polega na tym, że Europie nie wolno będzie procesu kontrolować, ani też tego, w jaki sposób nasze w końcu pieniądze zostaną wydane.
A więc, nic nam do tego, czy Turcja wyda te pieniądze na przykład na broń dla islamistów. Albo na zakup ropy naftowej od Państwa Islamskiego Daesz. Albo na bombardowanie Kurdów, którzy jako jedyni skutecznie z islamistami walczą. Nie wolno też skontrolować, czy nielegalny imigrant nie stanie się „legalny” w Turcji i nie wróci następnego dnia — a więc, czy dalej nie będą do Europy napływali terroryści ISIS, somalijscy piraci, erytrejscy dezerterzy i tak dalej. Prawdziwy „ruski biznes”, po 12 euro od każdego z nas.