Afery i wybory

174

Nie mają racji sceptycy, mówiąc, że wybory są bez sensu, bo: „wybieraj, nie wybieraj i tak nic się nie zmienia”. Coś się jednak zmienia. Dzięki wyborom możemy, przynajmniej na chwilę, zajrzeć do litewskiej kuchni politycznej. Polowanie na nasze głosy powoduje, że z „kuchni” tej, wbrew woli jej „kucharzy”, są wynoszone…, jak jedni nazywają brudy, a inni z kolei prawda o ciemnych stronach sceny politycznej.

Dzięki okresowi przedwyborczemu o wiele więcej niż zwykle możemy dowiedzieć się o tym, że politycy oprócz dbania o dobro narodu, dbają jeszcze o dobro własne.
I często dbanie o nie wychodzi im znacznie lepiej niżeli dbanie o dobro wszystkich.

Miniony tydzień minął pod znakiem Eligijusa Masiulisa.
Podejrzany o przyjęcie od biznesmenów łapówki w wysokości 100 tys. euro — musiał pożegnać się ze stanowiskiem lidera Ruchu Liberałów i mandatem posła.
Z kolei Ričardas Malinauskas, mimo że nadal trwa na stanowisku mera Druskiennik, ale po wybuchu skandalu wokół dworku Vijūnėlės został zmuszony pożegnać się z członkostwem w Partii Socjaldemokratycznej.
Jeszcze wcześniej — po wieloletnim maratonie sądowym — z polityki wycofał się praktycznie Wiktor Uspaskich.
Wygląda więc na to, że partie odrobiły już lekcję, że stanie murem — niech nawet za najbardziej zasłużonymi działaczami podejrzanymi o korupcję — jest sprawą beznadziejną.