Eurobiurokraci z odsieczą dla rosyjskiej propagandy

208

Kreml ma kolejny powód, by być zadowolonym z Unii Europejskiej.
Po zwycięstwie brytyjskich eurosceptyków, tym razem dogodziła Komisja Europejska.
Okazuje się, że wolność słowa jest wyżej stawiana od bezpieczeństwa narodowego — taki wniosek nasuwa się ze zaleceń Komisji Europejskiej wobec Litwy.

Komisja Litewskiego Radia i Telewizji w grudniu ubiegłego roku i w maju bieżącego zabroniła retransmisję na Litwie dwóch rosyjskich kanałów telewizyjnych „RTR Planeta” i „NTV Mir Lithuania”. Powód – propaganda wojny i rozniecanie waśni.

Teraz KE zaleciła ten zakaz zdjąć. Eurobiurokratom nie spodobało się, że zakaz został wydany w trybie przyśpieszonym, na jaki pozwala znowelizowana niedawno litewska ustawa medialna. Z kolei, według unijnych standardów, zakaz miał być poprzedzony kilkoma uprzedzeniami dla łamiących prawo telewizji. Więc dzięki wstawiennictwu Brukseli na litewskie ekrany powrócą takie „orły” moskiewskiej propagandy jak Władimir Sołowjow i Dmitrij Kisielow, którzy znowu opowiedzą nam o „zagniwającej” Europie, amerykańskich imperialistach i zbawcy całego świata Putinie.

Wolność słowa oczywiście jest rzeczą fundamentalną dla demokratycznego społeczeństwa. Jednak czy ta zasada może być stosowana względem kogoś, kto do gry w szachy używa kija bejsbolowego?