Litwa — Kraj Maryjny czy z choinki się urwała?

162

No i od dwóch tygodni na centralnych ulicach miast (w sklepach grubo wcześniej) szał przedświąteczny się rozpoczął.

Kowno, Wilno, Szawle itd. przyozdobiły się imponującymi pięknem i oryginalnością choinkami. W witrynach sklepów, na balkonach też zieleni się i miga wszystkimi kolorami. W telewizji fala zwiastunów programów na święta.
Niby normalnie i logicznie jest z tym maratonem do Nowego Roku, choć mnie osobiście wkurza ten cały falstart.
Nie chcę prawić morały jak stary dziad, ale.
Litwę już coraz rzadziej można nazywać, jak to czasami przypominają sobie jej mieszkańcy ochrzczeni niegdyś przez Polskę, że jest krajem maryjnym (Marijos žemė — jak brzmi to z litewska).

Przepraszam za takie uogólnienie, którego przyczyn jest wiele, choćby jak odarcie z nastroju wigilijnego w oczekiwaniu na wileński przysmak — śliżyki.
Te chrupiące ciastka z makiem (ba, pojawiły się i z… nasionami konopi!) już od miesiąca nachalnie przez handlowców podsuwane są przed same kasy.
Mój skromny kielich goryczy przepełniła jedna z prywatnych telewizji, która stosuje świąteczne zastawki z celebrytami, którzy to opowiadają, z czym się im kojarzą święta. I chyba każdy (nie sprawdziłem, bo nerwów sobie oszczędziłem) jak z kartki plecie piąte przez dziesiąte, że to magia choinki, spotkanie z bliskimi i znowu o tej zielonej eglutė. Ludzie, a gdzie najważniejsze?!

Gdzie choć słówko, że czeka się na narodziny Zbawiciela, bez czego i świętowania nie będzie, bo teraz Adwent, czas wyciszenia i zadumy.
A u nas zawody. „Co, jeszcze nie ustawiłeś choinki w domu? — słychać coraz częściej.
Tfu! Jak w tym dowcipie: „Kiedy Chuck Norris stroi choinkę? W lipcu!”