Jak się zwał, tak się zwał, byleby się dobrze miał…

0
28

Wyborca jest przyzwyczajony do obiecanek, a mniej przywykły do tego, by te obiecanki były wcielane w życie. Chociażby ich część…
Kiedy przedstawiciele Litewskiego Związku Chłopów i Zielonych (stanowiącego obecnie większość w Sejmie) w błyskawicznym wprost trybie zabronili posłom wynajmowania samochodów za środki parlamentarne, wielu obywateli  uwierzyło, że nareszcie coś  się zmieni a postulaty przedwyborcze będą w rzeczy samej realizowane.
W tym przypadku chodzi o oszczędność, gdyż litewscy posłowie wynajmowali bardzo drogie samochody za pieniądze podatnika.
Na radość jest chyba za wcześnie. Oszczędności nie widać. Dieta parlamentarna, potocznie zwana kieszonkową, pozostała ta sama i wynosi 770 euro miesięcznie. Zgodnie z przepisami posłowie mogą za nią kupować książki, kwiaty, słodycze i kawę oraz… remontować swoje samochody. W ciągu dziewięciu miesięcy ubiegłej kadencji na tak zwaną działalność parlamentarną Sejm wydatkował ponad 850 tysięcy euro.
Jedynym parlamentarzystą, który całkowicie zrezygnował z diety parlamentarnej, był Stasys Brundza. Wśród obecnych posłów jak na razie tylko Ingrida Šimonytė oraz Linas Linkevičius deklarują, że z przyznanych pieniędzy nie będą korzystać.
Można więc podsumować, że potok pieniężny w sejmowej rzece  płynie. A przecież  obiecanki dotyczyły wszelkich możliwych oszczędności…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.