O tym, jak to w sejmie zaśmierdziało…

100

Kochamy nasz sejm. Naprawdę! My, czyli dziennikarze. Parlament to niewyczerpana kopalnia tematów. Poważnych, skandalicznych i tych głupich do łez.

Pomijam trwający obecnie serial z prawdopodobną, miłosną wpadką Ramūnasa Karbauskisa, lidera chłopsko-zielonej partii, która rządzi koalicją z socdemami-pasierbami.
Dziwnie, ale obyło się bez jakiegoś większego zainteresowania o wielkiej śmierdzącej bombie jaka 13 stycznia, na Dzień Obrońców Wolności, wybuchła na sejmowej trybunie.
Otóż pierwszy przywódca niepodległej Litwy, Vytautas Landsbergis (z Nagrodą Wolności już w kieszeni), mówiąc na temat i czasami nie bardzo, nagle zagrzmiał o zagrożeniu, jakie niesie rosyjska propaganda. Nic w tym nie byłoby dziwnego, gdyby nie porównanie, jakiego użył. „Kilogram masła jest masłem, a kilogram g…. (powiedział pełnym słowem!) jest g….. Kiedy to się zmiesza, to mamy dwa kilogramy g….”.

Myślałem, że spadnę z krzesła, kiedy oglądałem to w telewizji publicznej! Żadnego tam „p-iii-p”, jak to przyjęte w telewizjach komercyjnych, o samocenzurze (kłaniam się Czytelnikowi) prasy już nie wspominając. Taki wulgaryzm, takie chamstwo, z takiego miejsca!
No, ale „co wolno wojewodzie, to nie tobie, smrodzie”…