Cenzorski obłęd

280

Oderwani od rzeczywistości biurokraci prześcigają się w pomysłach na kontrolowanie umysłów obywateli. Kluczowym obszarem jest internet — pojawiają się więc kolejne pomysły na jego twardą, instytucjonalną cenzurę. Jak we wszystkich dziedzinach politycznego „postępu”, przykrym przykładem świecą Niemcy.
Niemiecki minister sprawiedliwości, socjalista Heiko Maas, wpadł na pomysł ustawy, która zmuszałaby portale społecznościowe do natychmiastowego usuwania „oczywistej mowy nienawiści” w ciągu 24 godzin, a „nieoczywistej mowy nienawiści” — w ciągu tygodnia. W razie niewypełnienia cenzorskich obowiązków, portalom groziłyby kary wysokości 50 milionów euro, a indywidualnym pracownikom — do 5 milionów euro. Maas chciałby również, by portale składały kwartalne sprawozdania z cenzorskiej działalności. Jako „mowę nienawiści” rozumie się, zależnie od kraju, np. krytykę homoseksualizmu, aborcji czy niekontrolowanej imigracji islamistów.
Jedną z wartości cywilizacji Zachodu, opartej na filozofii greckiej, rzymskim prawie i chrześcijańskim uniwersalizmie, jest właśnie wolność przekonań i ich głoszenia. Cenzura jest jaskrawie sprzeczna z europejskimi wartościami. Jaką cywilizację zatem reprezentują cenzorzy?