Polskie litery, litewskie paszporty i Dzień Zwycięstwa

159

Na Litwie, zarówno po polskiej jak i po litewskiej stronie, nie brakuje osób, które zachowują się tak, jakby na świecie istniały tylko dwie wielkie cywilizacje, które nieustannie ze sobą konkurują: polska i litewska. Dla wyznawców takiej wersji historii nasuwa się oczywisty wniosek: wszystko, co nie jest litewskie, jest polskie.
„Pozwolenie na wpis polskimi literami w litewskich paszportach – NIE” – pisali na swoich transparentach demonstrujący pod sejmem w dniu, gdy posłowie głosowali nad projektem zezwalającym na zapis nazwiska na pierwszej stronie paszportu z użyciem 3 liter nieobecnych w litewskim alfabecie, czyli „q”, „w” oraz „x”. Tak więc dla wileńskiego Sąjūdisu nie jest to alfabet łaciński, ale polski, a z tego prosty wniosek, że groźny…
W tym samym czasie część polskiej społeczności świętowała Dzień Zwycięstwa, składając przy okazji hołd niedawnym okupantom albo demonstrując w mediach społecznościowych swoje poparcie dla wstęgi św. Jerzego. Nie bez powodu to Rosja świętuje Dzień Zwycięstwa a reszta Europy – zakończenie wojny. Czy naprawdę nie pamiętamy, jak gorzkie to zwycięstwo okazało się dla narodu polskiego?
Jak widać polsko-litewskie napięcie czasami wydaje się na tyle istotne, że zaczyna przesłaniać rzeczywistość. „W” staje się w takiej sytuacji „polską literą” a Armia Czerwona – wyzwolicielką. Wbrew pozorom te dwie wizje mają ze sobą coś wspólnego – odcinają się od tradycji Europy Zachodniej. Demonstrujący pod sejmem odrzucają przecież nie tylko łaciński alfabet, ale także standardy dotyczące praw człowieka, do których należy prawo do własnego nazwiska. Wielbiciele wstęgi św. Jerzego przejmują rosyjską narrację historyczną, której nie da się w żaden sposób pogodzić z polskimi tradycjami patriotycznymi. W historii nie było przecież szczęśliwego, rosyjsko-polskiego państwa…