Ach, ta europejska solidarność!

Piękny popis „europejskiej solidarności” dała Komisja Europejska, po cichu przegłosowując kwestię budowy gazociągu Nord Stream 2. Gazociągu, który uderzy w bezpieczeństwo energetyczne Europy Środkowej i Wschodniej, a całą Unię jeszcze bardziej uzależni od rosyjskiego Gazpromu – ale najważniejsze są interesy niemieckie, prawda?
Nawet Jean Claude Juncker – nie wiadomo, w pijackim zwidzie czy na trzeźwo (ale wiemy, co bardziej prawdopodobne) – przekonywał, że ów projekt ma znaczenie wyłącznie ekonomiczne, a nie polityczne. Cóż, dla niego prywatnie to może i ekonomiczne – ale dla krajów przepłacających za gaz u rosyjskiego monopolisty, to chyba inny przypadek. Nie jest to pierwszy raz, kiedy przez nikogo niewybrani biurokraci z Komisji uzurpowali sobie przez nikogo nienadane prawo do decydowania w imieniu innych.
I po raz kolejny, widocznie, „europejska solidarność” ma polegać na tym, że mamy przyjmować spraszanych przez Niemcy nachodźców, a tymczasem nas antyeuropejska biurokracja przehandluje w imię cudzych profitów.
Tylko co to wówczas dla nas za interes – płacić nie tylko za rosyjski gaz, ale i niemiecką „solidarność”?