Bilety do kontroli!

281

W Polsce doszło do sądowego precedensu, który ulży teraz życie pechowym, ale sumiennym obywatelom, którzy padli ofiarą kontrolerów biletów.

Casus dotyczył studentki, która wsiadła do tramwaju i szła z pieniędzmi w garści do motorniczego, by kupić bilet.
A tu ją, cap za rękę, „kanar” (tak nazywani są w Polsce kontrolerzy biletów, z racji kanarkowego koloru otoków na czapkach, jakie dawniej nosili) i kazał zapłacić mandat.
Oburzona ofiara odmówiła. No to trafiła do sądu, a ten uznał, że „Beata W. nie miała możliwości uiszczenia w należyty sposób opłaty za przejazd tramwajem, natomiast uczyniła zadość dyspozycji przepisu regulaminu przejazdu i bezpośrednio po wejściu do w/w pojazdu zamierzała zakupić bilet u motorniczego, co jednak zostało jej uniemożliwione. W konsekwencji, brak było podstaw do wystawienia na pozwaną wezwania do zapłaty”.

Ciekawe, kiedy i u nas dojdzie do takiego rozwiązania, bo u nas nie kontrolerzy, a myśliwi czyhają za wiatami przystanków. Zero litości dla każdego! A kierowcy transportu publicznego są zobowiązani do tego, że kiedy tylko zobaczą czerwony busik kontrolerów za przystankiem, to od razu muszą wyłączyć kasowniki elektroniczne i nie sprzedawać bilety. Sam kiedyś padłem ofiarą takiej bezwzględnej łapanki…

I jeszcze o kontrolerze z dowcipu, ale nie za bardzo śmiesznego.

Do ruszającego z przystanku autobusu podbiega mężczyzna, krzycząc: „Ludzie, zatrzymajcie ten autobus, bo się spóźnię do pracy! „Panie kierowco! – wołają pasażerowie – niech pan stanie! Jeszcze ktoś chce wsiąść!”. Kierowca zatrzymuje autobus, mężczyzna zadowolony wsiada i mówi z ulgą: „No, nie spóźniłem się do pracy… Bilety do kontroli proszę!”.