Werygo – odejdź

Zdarza się, że jakiś osobnik tak bardzo wpija się w pamięć ludzką swoimi wyczynami, że jego imię staje się synonimem reprezentowanego zjawiska.

W ten sposób mówimy o matuzalemach, kainach, judaszach – a w czasach najnowszych o quislingach czy pawlikach morozowach. Nie zdziwię się, jeśli o ludziach symbolizujących patologie systemu ochrony zdrowia zaczniemy mówić jako o werygach – tak bardzo bowiem minister Aurelijus Veryga dał się w ostatnich dniach we znaki.
W cywilizowanych krajach (np. Polsce) lekkie środki przeciwbólowe, od kłopotów żołądka czy wiele innych – można kupić nie tylko w aptece bez recepty, ale w każdym sklepie czy na stacji paliwowej. Szkła kontaktowe i płyny do ich płukania sprzedawane są w automatach. U nas zaś poprzednik ministra Verygi uznał, że obywatel jest zbyt głupi, by przeczytać instrukcję leków, więc wszystko ma być na receptę – a sam minister postanowił ten absurdalny porządek utrzymać.

Minister, który ma czas tylko na walkę z pijaństwem, która uderza przede wszystkim w niepijących, ale nie ma czasu na rozwiązywanie problemów lekarzy i szpitali, szczególnie na prowincji – to nie jest dobry minister. Zaś taki, który nie potrafi swoich racji przedstawiać bez pogardy wobec oponentów – ministrem być w ogóle nie powinien. Nie powinno być miejsca w ochronie zdrowia dla werygów.