Polska – Izrael i pamięć

421

Reakcja Izraela na nowelizację w Polsce ustawy o IPN skierowała uwagę mediów całego świata na hasło „polskie obozy zagłady”. „Polskich obozów” nie było, co więcej Polacy nie byli werbowani do SS, a państwo polskie nie podjęło współpracy w z hitlerowskimi Niemcami. Zgodność z rzeczywistością nie jest jednak dzisiaj wystarczającym argumentem, by konkretny przekaz przebił się i zostawił ślad w powszechnej świadomości.

O wiele łatwiej zaistnieć za to sensacyjnym wiadomościom, czym bardziej skandalicznym – tym lepiej. Czasem – paradoksalnie – staje się to drogą do zaistnienia jakiegoś tematu w dyskusji publicznej. Tak stało się niedawno na Litwie, gdy autorka książek Rūta Vanagaitė wywołała burzę swoimi wypowiedziami na temat partyzanta Adolfasa Ramanauskasa-Vanagasa. Dyskusji i głosów sprzeciwu pojawiło się wiele i choć podkreślano wielokrotnie nieprawdziwość oskarżeń, które Vanagaitė ostatecznie odwołała – trzeba przyznać, że dopiero dzięki tym wydarzeniom bardzo duża część mieszkańców Litwy dowiedziała się, kim był Adolfas Ramanauskas-Vanagas i co spotkało go w sowieckim więzieniu. Skandal może więc być całkiem dobrą drogą do poprawienia stanu wiedzy historycznej, oczywiście pod warunkiem, że spotka się z bardzo rozważną, ale także zdecydowaną rekcją.

O postawie Polaków wobec Holokaustu warto mówić, zwłaszcza, że znajdujemy się w bardzo ważnym momencie z punktu widzenia oceniania tych wydarzeń przez historię. Minęło ok. 75 lat, pokolenie świadków, które mogłoby się sprzeciwić historycznym kłamstwom, mówiąc – „widzieliśmy, to było inaczej” – prawie odeszło. Dziś żyją jedynie ci, którzy brali w nich udział, jako dzieci. Fałszowanie historii jest więc o wiele łatwiejsze niż jeszcze 20 lat temu.