Czy polityków można wychować?

235

Bardzo brakowało mi na Litwie protestów z prawdziwego zdarzenia. Takich, które gromadzą tysiące ludzi, którzy wiedzą, czego chcą od rządzących. No i stało się. 15 marca pod sejmem zebrało się kilka tysięcy protestujących. I – co warto podkreślić – tym razem nie chodziło o pieniądze, ani nawet o prawa polskiej mniejszości. Chodziło o takie elementarne zgorszenie społeczne po tym, kiedy większość posłów nie poparła impeachmentu względem Mindaugasa Bastysa.
Obywatele coraz wyraźniej mówią rządzącym, że patrzą im na ręce. Socjaldemokracji i konserwatyści pamiętają jeszcze gorzką lekcję ostatnich wyborów parlamentarnych. Teraz o tym, że nie wystarczy dorzucić kilku euro do wypłaty czy emerytury mają okazję przekonać się „chłopi”. We wtorek sejm wprawdzie odrzucił projekt przedterminowych wyborów, jaki zaproponował lider konserwatystów Gabrielius Landsbergis, ale widać wyraźnie, że tak opozycja jak i obywatele nie zamierzają pozwolić na wszystko partii rządzącej. Hasło, jakie towarzyszyło wiecowi zainicjowanemu przez dziennikarza Andriusa Tapinasa – „Oskarżamy” – prawdopodobnie nie raz jeszcze da o sobie znać.
Można chyba więc zaryzykować stwierdzenie, że litewskie społeczeństwo powoli dojrzewa i zaczyna korzystać z praw, jakie daje mu demokracja. Miejmy nadzieję, że dorastać do wymagań, jakie są im stawiane zechcą także litewscy politycy.