Nie wszystko naraz…

Nie ma chyba bardziej wywalczonego i opisanego na Wileńszczyźnie tematu niż polskie szkoły. Doskonale wiemy, że o polskie szkoły trzeba walczyć, by przetrwały. Coraz częściej pojawiają się głosy, że trzeba także dbać o ich poziom, by były konkurencyjne, ale nawet w tym przypadku zwykle chodzi o przetrwanie. Najczęściej jednak, myśląc o naprawie szkolnictwa, szukamy rozwiązań systemowych, a takich rozwiązań nie ma, bo system, niestety, jest chory i bynajmniej – nie jest to choroba tylko polskich szkół. Powiedzmy, że nie są to najlepsze czasy dla oświaty.
Może nie warto ratować wszystkich tych szkół naraz? Nie chodzi o to, żeby nie ratować wszystkich, ale po prostu nie wszystkie naraz. Może znalazł by się ktoś, kto byłby na tyle odważny, żeby zrobić taki mały, polski eksperyment edukacyjny. Trochę tak, jak dawno temu ks. Ksawery Brzostowski. Przykład Pawłowa pokazuje zresztą, że początki mogą być bardzo skromne. Ważne, żeby znalazł się ktoś, kto ma pomysł na edukację. Ktoś, kto potrafi przeanalizować słabe i mocne strony, stworzyć program, może zastanowić się nad sposobem nauczania języka państwowego i ojczystego, może znaleźć partnerów za granicą. Może warto przeszkolić całą kadrę pod kątem konkretnego modelu nauczania. Nie chodzi o kosmetyczne zmiany, ale o przekształcenie choćby jednej z polskich szkół, żeby stała się naprawdę elitarną placówką. Oczywiście, jedna taka szkoła nie rozwiąże wszystkich problemów, ale na pewno może udowodnić to, co tak często powtarzamy bez większego przekonania: polska szkoła jest dobra.