Wiosenne kwiaty, wiosenne śmieci

142

Jak co roku wiosną, spod śniegu nieśmiało wychylają głowy przebiśniegi i przylaszczki, a zupełnie bezczelnie w oczy się rzucają także mnie pożądane widoki – śmieci, które jakieś bydlaki wywożą do lasów lub na pola. Problem jest o tyle bolesny, że zazwyczaj sprawców nie udaje się złapać i ukarać, a pokutuje w gminie pogląd, że jak coś jest „wspólne” (jak chociażby lasy), to znaczy, że „niczyje” i można śmiecić.
Otóż, nie. We „wspólnym” lesie są i jagody, które każdy lubi zjeść, i na spacer się wybrać tam można, zaprowadzić też dzieci lub psa. I jak dziecko się pokaleczy wyrzuconym w lesie szkłem (a szkło nie ulega biorozpadowi) czy zwierzak zje plastikowe paskudztwo i się zatruje (plastik rozkłada się przez lat kilkadziesiąt do kilkuset) – to jest to jednak „czyjś” dzieciak lub pies. I krzywda ich nie jest już „niczyja”. Powstające na skutek takiego śmiecenia pożary lasów czy zatrucie wód gruntowych też dotknąć może każdego z nas w bolesny sposób.
Dlatego nie trzeba się bać oskarżeń o „donosicielstwo”. Po prostu, gdy widzi się wywożących śmieci do „niczyjego” lasu czy gospodarstwa paskudników – fotografować, filmować, informować policję. Piętnować i zwalczać, bez litości.