Dwujęzyczność nie byle jaka

Kiedyś w trolejbusie słyszałam rozmowę starszoklasistów. Mówili po rosyjsku, ale przy podawaniu numerów telefonów używali cyfr w języku polskim. „Właśnie skończyli lekcje w polskiej szkole“ – pomyślałam… Innym razem w Krawczunach, w koleją rocznicę bitwy, przeżyłam prawdziwi szok, słysząc, jak harcerze, trzymając w rękach wieńce, rozmawiali… po rosyjsku. A przecież na „Kresach“ tak pięknie recytują po polsku i występują na akademiach…
Język rosyjski jest częścią historii Wileńszczyzny i nie można tego negować. Czy jednak musi być częścią jej przyszłości? Mówimy, że polskim uczniom zbyt trudno uczyć się języka litewskiego, ale w większości domów równolegle z językiem polskim, lub nawet wcześniej, dzieci poznają rosyjski.
Bardzo dużo inwestujemy w polskie szkoły na Litwie, ale bardzo mało wymagamy od polskich rodzin. Tak jakoś przyjęło się, że nie można ludzi zniechęcać, że trzeba być wyrozumiałym. A może jednak trzeba zacząć stawiać wymagania? Polskie szkoły na Litwie mogą rzeczywiście mieć przewagę nad litewskimi, ponieważ dwujęzyczność jest wielką zaletą. Ale niestety, dwujęzyczność jest bardzo trudną rzeczywistością, której nie zapewni żadna szkoła bez wsparcia rodziny. W przypadku Wileńszczyzny rodzice wcale nie muszą mówić bezbłędnie po polsku. Wystarczy, jeśli zrobią odrobinę wysiłku, by te same kreskówki, które ich dzieci oglądają po rosyjsku, włączyć po polsku, czasem kupić książkę, włączyć polskie radio w samochodzie. Tak, by ten język stał się prawdę bliski. Może warto zacząć podkreślać to właśnie teraz, gdy na Litwie pojawi się możliwość oglądania polskiej telewizji?