9 maja — nie nasze święto

177

Wilno zostało wyzwolone spod niemieckiej okupacji przez Armię Krajową po trwających tydzień (7-13 lipca) walkach operacji „Ostra Brama”, zwanej też Powstaniem Wileńskim. Po zakończeniu działań, żołnierze AK nie mieli możliwości odetchnąć, bo zostali rozbrojeni i aresztowani przez przybyłe ze wschodu bandy NKWD. Dowództwo polskie zostało zaproszone 17 lipca na wspólne „świętowanie”, po czym podstępnie uwięzione i uprowadzone do Moskwy.
To należy przypominać, bo pamięć ludzka bywa zawodna. Zdarza się czasem niejednemu zapomnieć, ilu Polaków z Wileńszczyzny zostało zamordowanych przez Rosjan w Katyniu, ilu z nas było zesłanych i nie wróciło, ilu przymusowo wcielono do sowieckiej armii, by ginęli pod Budziszynem na skutek błędnych rozkazów wydawanych przez pijany generalitet. Ilu z nas potraciło dorobek wielu pokoleń w sowieckiej nacjonalizacji, by nigdy go nie odzyskać. Ilu z nas dziś żyje w biedzie po półwieczu sowieckiego rabunku, bo złoto na stacjach moskiewskiego metra nie wzięło się znikąd.
Cywilizowany świat ma świadomość, że Niemcy skapitulowały w nocy z 7 na 8 maja. Moskwa, konsekwentna jedynie w swej zachłanności, nawet świętem się nie chciała dzielić i ustanowiła „swoje”, dzień później. Nasza wolność – to nasi oficerowie w Katyniu, to Ostra Brama i nasze wileńskie pola.