O dobrych i złych Polakach

136

Historia „o dobrych i złych Polakach”, nazywana inaczej historią „o Polakach prawdziwych i nieprawdziwych”, na którymś z zakrętów dziejowych związała się na stałe z naszą narodową tradycją. Czasem jest opowiadana z przymrużeniem oka, czasem śmiertelnie poważnie. Zawsze jest jednak bardzo bliska, bo przecież doskonale czytelna. Wszystko w niej jest wiadome. Od wieków już przecież jest jasne, że „dobrzy Polacy” to „my”, a „źli Polacy” to „oni”. Wiadomo również, że nie znosimy kompromisów, nieraz przychodzi nam więc walczyć w obronie tej lepszej wersji polskości. Nie raz też przychodzi nam walczyć ze sobą nawzajem. W takiej polsko-polskiej wojnie nieważne, kto wygra. I tak przegrywają Polacy.

Nie da się nie zauważyć, że nastroje w polskiej społeczności na Wileńszczyźnie polaryzują się coraz bardziej. Z dużej odległości nie widać tak bardzo różnic poglądów, jednak w wileńskiej skali, są one bardzo odczuwalne. Może więc warto, zanim historia „O dobrych i złych Polakach” zawładnie całkowicie naszą wyobraźnią, przypomnieć sobie historię dwóch ludzi, których wspominamy w tym roku wyjątkowo często, a których dzieliło wszystko, prócz Polski.

Czy świętowalibyśmy 100-lecie niepodległości, gdyby nie Józef Piłsudski i jego legionowa legenda? Jaka byłaby Polska, gdyby nie Roman Dmowski, który na konferencji pokojowej w Paryżu wygłaszał 29 stycznia 1919 r. pięciogodzinne exposé na temat naszych żądań. Czasem przecież można do tego samego celu iść zupełnie innymi drogami.