Im więcej nadziei, tym większe rozczarowanie

162

Świat nadal żyje mundialem, najpopularniejszym sportem na świecie – piłką nożną, którą można i na bosaka szmacianką grać, jak to robią dzieciaki w Afryce.
W Polsce nadal będą pilnie śledzić dalsze zmagania szczęśliwców, którzy wyszli z grup, ale już bez większych emocji, bo Biało-Czerwoni już wrócili do domu z nosami na kwinty. Mało to pocieszające, że i Niemcy, poprzedni królowie mundialowi też „zusammen nach Hause zurück”.
Nie jestem wielkim ekspertem od futbolu, ale syn od dzieciństwa jest w szkole sportowej, a nawet jako, wówczas, 16-latek został mistrzem Litwy w U-17, więc nieco się znam na niuansach tego sportu.
Polacy grali tak, jak grali. Poszczególne gwiazdy przyzwyczajone do gry w zagranicznych, czołowych, zgranych zespołach były czasami tak pogubione, że aż płacz brał. Cóż – na pewno będzie lepiej, wszak dorosną ich następcy, być może lepsi.
Ale za połowę takiego pomundiolowego stanu rzeczy są winne… media. Tak, tak. Ten cyrk z niemal cosekundowymi reportażami z Rosji, „mądrymi” ględzeniami ekspertów, pawią pewnością („No, nasza grupa nie jest tą z najtrudniejszych, ba – nawet łatwą”), czym szczególnie wyróżniła się TVP info, doprowadziło do niemal całkowitej psychozy ogłupionego do kwadratu szczęścia polskiego narodu.
Wygramy! No tak może innym razem. A teraz jest totalne rozczarowanie, ból i… złość na dziennikarzy.