Dlaczego obchody są takie, jakie są?

191

Po uroczystości na Rossie w rocznicę wybuchu Powstania Wileńskiego, wielu jej uczestników zadawało liczne pytania, nie brak było wyrażanego po cichu oburzenia. Dlaczego więcej uwagi poświęcono wymienianiu gości, a nie weteranom? A dlaczego było takie, a nie inne, nagłośnienie? Czemu na cmentarzu ludzie siadali na nagrobkach?

A jeszcze — czemu zagrano koncert muzyki country też na cmentarzu, mimo iż bardziej pasuje do pikniku z piwem? Co złośliwsi pytali — a ile pieniędzy wziął organizator uroczystości, Urząd ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych Rzeczypospolitej Polskiej? Czemu ludzi było tak mało, czemu nie było reprezentantów najwyższych władz ZPL i AWPL-ZChR? Pytań można zawsze stawiać bardzo dużo, można — i trzeba — na nie szukać odpowiedzi. Ale chciałbym zadać inne.

Dlaczego my — licząca 200 tysięcy osób społeczność Polaków na Litwie — najlepiej zorganizowana mniejszość polska poza granicami Macierzy — nie zorganizowaliśmy tych uroczystości sami? To pytanie zasadnicze. Wiedzielibyśmy wówczas, ile pieniędzy wydaliśmy na wszystko i kogo zaprosiliśmy, a kogo nie, sami byśmy wybrali muzykę. Nasi Ojcowie i Dziadkowie, którzy 74 lata temu chwycili broń w walce o wolność, chcieli wystąpić tu w roli prawowitych gospodarzy, jakimi bez wątpienia byli. Nie miejmy do nikogo pretensji, jeśli sami, w swoim Wilnie, dziś stawiamy się w roli jedynie gości…