Obywatele drugiej kategorii?

Polacy na Wileńszczyźnie doświadczają ostatnio głębokich podziałów wywołanych różnicą zdań. Trzeba jednak przyznać, że w dążeniu do jedności największymi ich sprzymierzeńcami okazują się nie lokalne, polskie środowiska, ale konserwatyści. Nic przecież nie łączy tak, jak wspólny wróg.

Posłowie Agnė Bilotaitė, Laurynas Kasčiūnas i Audronius Ažubalis ze Związku Ojczyzny-Chrześcijańskich Demokratów Litwy przedstawili w sejmie poprawki do ustawy o oświacie, zgodnie z którymi w szkołach mniejszości narodowych nauczanie co najmniej 60 proc. przedmiotów odbywałoby się w języku litewskim. Według nich wpłynie to na poprawę integracji mniejszości w państwie i będzie czynnikiem wyrównującym szanse mniejszości na rynku pracy. Tymczasem Polacy na Litwie nadal próbują się pozbierać po ostatniej akcji „uzdrawiania” oświaty mniejszości, jaką przeprowadzili konserwatyści w 2011. Przez ostatnie 5 lat maturzyści z polskich szkół na Litwie zdają egzamin maturalny z języka litewskiego, podobnie jak uczniowie ze szkół litewskich, bez wyrównania różnic programowych, co w znacznym stopniu wpływa na ograniczenie ich szans w dostaniu się na bezpłatne studia.

Autorzy nowego projektu na różne sposoby próbują uzasadnić jego powstanie. Muszę przyznać, że wśród wielu argumentów największe wrażenie zrobił na mnie jeden, przytoczony przez posła Audroniusa Ažubalisa. Stwierdził on, że „znajomość języka i historii jest ważna dla tych przedstawicieli mniejszości narodowych, którzy chcą zostać równoprawnymi obywatelami”. Chcą zostać? Najwyraźniej, z perspektywy autora tych słów, obecnie nimi nie są… Czyżby Polacy byli dla niektórych litewskich polityków obywatelami drugiej kategorii?