Pamięć Wileńszczyzny

Pogrzeb trzech żołnierzy Armii Krajowej, odnalezionych przez ekipę Instytutu Pamięci Narodowej w ciągu ostatnich dwóch lat, nie był wydarzeniem bardzo nagłośnionym. Informacje o jego dacie pojawiły się dosyć późno, właściwie tak, jak się to dzieje w przypadku zwykłych pogrzebów, a nie tych, na które czekano przez 74 lata. Może właśnie dlatego, że nie zachęcano, nie organizowano specjalnych autokarów do Ejszyszek, nie nakazywano udziału uczniom polskich szkół, miał on tak wyjątkowy, można powiedzieć, rodzinny charakter.

Ogromne wrażenie, tak w czasie poszukiwań, jak i pogrzebu zrobiła na mnie pamięć Wileńszczyzny. Pomimo upływu przeszło 70 lat mieszkańcy nadal byli w stanie opowiedzieć o okolicznościach śmierci polskich żołnierzy, bezbłędnie wskazać miejsca ich pochówku. W minioną sobotę mieszkańcy okolicznych miejscowości towarzyszyli żołnierzom AK w ich ostatniej drodze jak najbliższa rodzina. Nie tylko przyprowadzili, ale także przygotowali do uczestnictwa w uroczystości swoje dzieci. Dla nich pamięć o polskich żołnierzach była po prostu częścią ich własnej historii. W rozmowie z jednym z mieszkańców Ejszyszek usłyszałam: „Jak moglibyśmy zapomnieć? Przecież to nasi chłopcy.”

Pamięć o żołnierzach AK na Wileńszczyźnie jest tym bardziej cenna, że nigdy nie była łatwa. Ani w czasach sowieckich, ani po odzyskaniu niepodległości. Dziś również może być niewygodna, bo bardzo trudno ją jednak pogodzić z narracją historyczną rosyjskich mediów, które mają niemałe oddziaływanie na Wileńszczyźnie. Stojąc przy grobie w Ejszyszkach, nie jest łatwo wierzyć w wyzwolenie przez Armię Czerwoną czy też być wdzięcznym żołnierzom radzieckim. Może właśnie dlatego tak wielu na tych uroczystościach zabrakło…