Medialna droga donikąd

Ze względu na wykonywany zawód zdarza mi się często przeglądać portale informacyjne w internecie, zwłaszcza te największe. Robię to w celu dowiedzenia się, jakie wiadomości przychodzą ze świata, a także – co się dzieje lokalnie. Przykro jednak stwierdzić, ale tak naprawdę nie dowiaduję się zbyt wiele z tych portali. Wynika to zarówno z niskiego poziomu profesjonalizmu piszących, jak też i bełkotu dotyczącego rzeczy zupełnie nieistotnych. Przykładem tego zjawiska jest wiadomość z ostatnich tygodni dotycząca tego, iż w jednej ze szkół rejonu solecznickiego został rozpylony gaz. Nie dowiedzieliśmy się z tej wiadomości jednak tego, której szkoły to dotyczy, co przecież ma zasadnicze znaczenie.
Z drugiej zaś strony, w szczegóły zupełnie nieważne obfitują depesze dotyczące życia celebrytów i gwiazd, ludzi, którzy właściwie nie wiadomo dlaczego są w ogóle uznawani za godnych uwagi mediów. Z tych z kolei artykułów dowiadujemy się najdrobniejszych detali na temat tego, jak kto żyje, jakie ma paznokcie, gdzie kupuje kawę, w jakie zabobony wierzy. W jaki jednak sposób dotyczy to czytelnika? W żaden.
Nic dziwnego zatem, że zmęczeni tymi bredniami czytelnicy padają łatwym łupem propagandowych „jaczejek”, serwujących teorie spiskowe, fake newsy i destrukcję mózgu. Pod tym ostatnim względem nie różnią się od większości „prawdziwych” portali…